Być może nie „sour is a new hoppy”, nie „barrel-aged is a new hoppy”, ale to wędzonka będzie grać główną rolę w piwnej rewolucji. Zobaczymy, choć wydaje mi się, że jednak piwa kwaśne i piwa leżakowane w beczkach są bardziej atrakcyjne. Dzisiaj opiszę, czym jest koźlak wędzony i zdegustuję nową Podróż Kormorana – czyli Rauchbocka.

Podróże Kormorana to jedna z najlepszych rzeczy, jakie spotkała polskie piwowarstwo w ostatnich latach. Dzięki niej Polacy mogą poznać atrakcyjne style piwne z różnych zakątków świata. Mogliśmy już zachwycać się kormoranowym witbierem, American IPA, Weizenbockiem oraz kawowym stoutem. I wszystkie te przykłady są bardzo dobrymi przedstawicielami danych stylów. Jak jest w przypadku piątej Podróży? O tym za chwilę.

Najpierw warto zapoznać się z opisem stylu Rauchbock. Jeszcze kilka wieków zwykłe dziś koźlaki nie występowały, podobnie zresztą jak wiele stylów w takich wersjach jakie znamy obecnie. Powodem tego była technologia słodowania, dzisiaj – jak można przypuszczać – jest ona inna niż kiedyś. Jednak podstawowe funkcje poszczególnych etapów słodowania są takie same. Po pierwsze – dysponując już ziarnem zbóż (przede wszystkim jęczmienia, w następnej kolejności pszenicy), musimy je zamoczyć w wodzie na tyle długo, aby były wystarczająco wilgotne i zaczęły kiełkować. Wtedy uaktywniają się enzymy potrzebne piwowarowi podczas zacierania. Po drugie – gdy już ziarno będzie posiadało wystarczająco duże kiełki, musimy przystąpić do procesu suszenia słodu (mam doświadczenie ze słodowaniem w domu – tutaj artykuł na ten temat). I tutaj właśnie dochodzimy do clou programu.

Dawniej suszenie słodu polegało na użyciu dymu, wydobywającego się z palonego drewna. I wtedy – chcąc, nie chcąc – każdy słód wnosił jakieś, choćby nawet drobne, wędzone posmaki do piwa. Jednak wraz z rewolucją przemysłową bardziej powszechne stały się metody suszenia wolne od dymu. Najczęściej dziś używane słody nie mają żadnych wędzonych cech. Natomiast Bawaria, a szczególnie miasto Bamberg, to swoista enklawa w tej materii. Tam tradycyjnie używa się słodów wędzonych, głównie dymem z buku. Browar Schlenkerla jest odpowiedzialny za wzorcowe Rauchbiery – Rauchmarzeny, Rauchweizemy i, to co nasz dzisiaj najmocniej interesuje, Rauchbocki.

images

Koźlak wędzony nazywany jest koźlakiem pierwotnym (zgodnie z tym, że kiedyś wszystkie piwa w tym stylu były wędzone), czyli Urbockiem. Idealne piwo takiego typu powinno w aromacie na pierwszym planie mieć zapach dymu. Koźlakowe cechy powinny coraz bardziej ujawniać się podczas picia. Duża słodowość, ze słodu monachijskiego lub wiedeńskiego, przedstawia się w zapachu jako przypieczone lub ciemne pieczywo. Natomiast w smaku od początku piwo powinno być zbalansowane pod kątem wędzonka/koźlakowa słodowość. Bocki należą do lagerów, więc piwo w tym stylu nie może zawierać wyczuwalnych estrów. Słód wędzony powinien stanowić powyżej 20% zasypu, może to być nawet 100%, ale wtedy balans w aromacie i smaku prawdopodobnie nie zostanie zachowany. Co ważne, zaleca się stosowanie zacierania dekokcyjnego. Tradycyjnie używa się szlachetnych niemieckich odmian chmielu. Goryczka nie powinna być duża, za to wyczuwalna, natomiast aromaty chmielowe nie są wskazane, jeśli już to w naprawdę małych stężeniach.

Przejdźmy w końcu do nowego piwa Kormorana. Ma ono 16,5% ekstraktu początkowego i 6,5% alkoholu objętościowo. Po nalaniu piwo ma drobną, ale trwałą pianę – wpływa na to dość niskie nagazowanie, właściwe dla stylu. Barwa jest mocno bursztynowa, miedziana.

Pierwsze wrażenia aromatyczne, to średnio intensywna nuta wędzona, w tle wyczuwalne są aromaty przypiekanej skórki. Co prawda, browar nie podał informacji, jakich dokładnie słodów użyto, ale wydaje mi się, że są większościową rolę grają słody wędzone dymem bukowym. Te do produkcji których użyto dymu z palonego dębu, pachną inaczej. Kormoran nie napisał również, czy w tym piwie zastosowano tradycyjną dekokcję – ale prawdę mówiąc, nie wiem, czy wyczułbym jej efekty w przypadku tak bogatego w doznania piwa.

W smaku rzeczywiście balans między wędzonką a typową koźlakowością istnieje. Piwo z jednej strony jest bardzo pijalne, z drugiej strony – poprzez wpływ alkoholu i treściwość byłem w pełni zadowolony, wypijając podczas wieczoru degustacyjnego tylko jedną butelkę. Trochę taki paradoks, gdy chcesz szybko sięgnąć po następny łyk, ale organizm mówi, że już wystarczy.

Wady sensoryczne nie są wyczuwalne, na co też może mieć wpływ bogaty aromat piwa.

Rauchbock z Kormorana jest ubrany w typowe dla pozostałych piw s serii „Podróży…” . I mnie się to bardzo podoba, cały design opakowania sprawia eleganckie wrażenie, adekwatne do jakości samego piwa.

Ogółem polecam nowe piwa z Browaru Kormoran. Widać że ten regionalny gracz może w pełni rywalizować z rzemieślniczymi kolegami. Nie ustępuje im kroku na żadnym polu. Jeśli jesteś miłośnikiem wędzonki, piwo będzie Ci smakować.

Jeśli podobają Ci się takie degustacje jak ta, gdzie możesz dowiedzieć się czegoś o narodzinach stylu, o historii piwowarstwa – gorąco zachęcam do kliknięcia „Lubię to”. Będziesz na bieżąco, a ja umieszczam na blogu tylko takie rozbudowane degustacje piw. A te raczej nudne nie są.