Chłodnica zanurzeniowa to bardzo potrzebny sprzęt w domowym browarze. Choć nie jest on wymagany, to znacznie ułatwia pracę piwowara domowego. Sprawia  również sporo frajdy.

Do tej pory stosowałem inne metody chłodzenia brzeczki piwnej. Było to np. wrzucenie fermentora ze wrzątkiem do wanny pełnej wody z dodatkiem lodu lub do zaspy śniegu. Ktoś może pomyśleć:  „Jak do zaspy śniegu to chyba szybko się schłodziło?”. Nic z tych rzeczy. Trwało to po kilka godzin i trzeba było co jakiś czas sprawdzać, czy nic niespodziewanego się nie dzieje. Na szczęście w końcu zdecydowałem się na inwestycję w chłodnicę zanurzeniową.

Zrób to sam!

Piwowarstwo domowe to taka fajna rzecz, że odnajdzie się w nim i miłośnik chemii, i zwykły majsterkowicz, który lubi sobie coś tam podokręcać i poskręcać. Ten drugi może wzbogacić swój browar w sporo dodatkowego sprzętu, o którym nikt nawet nie myślał, gdy pierwszy raz robił piwo z brew kitu. Jedną z takich wspomagających rzeczy jest filtrator z oplotu, drugą jest chłodnica zanurzeniowa. Oczywiście wszystko to można kupić gotowe, lśniące i tylko za pomocą paru kliknięć w sklepie internetowym. Jednak czemu nie zrobić tego samemu, sporo taniej, ale przede wszystkim z satysfakcją?

Ja wybrałem drugą opcję, bo też po prostu lubię sobie od czasu do czasu pomajsterkować (na co dzień majsterkuję przy rowerze). Skorzystałem z jednego projektu znalezionego w internecie. Jego autorem  jest Łukasz Szynkiewicz z domowego browaru Absztyfikant, który od jakiegoś czasu realizuje się w kontraktowym Olimpie. O ile samo złożenie takiej chłodnicy trwało nie więcej niż 10 minut, to szukanie poszczególnych jej elementów jest kwestią wielu godzin. Miedziana rurka i igielitowy wężyk zostały zamówionego przez internet. Resztę postanowiłem poszukać w marketach budowlanych. I to wcale nie było proste, a problem dotyczył jednej części – przejściówki z wężyka o średnicy pół cala na wężyk 8 centymetrów. Dopiero w czwartym sklepie udało mi się to znaleźć.

Test chłodnicy

Żeby od razu wypróbować nowy sprzęt, tego samego dnia warzyłem piwo. W tym temacie stałem się na moment nudny jak większość polskich rzemieślników i wziąłem za cel American Pale Ale. Przy okazji był to debiut amerykańskiego chmielu w moim domowym browarze. O skuteczności chłodnicy zanurzeniowej przekonałem się bardzo szybko. Przed chłodzeniem sprawdzałem jej szczelność i po tym zostało wewnątrz miedzianej rurki trochę wody. W momencie gdy włożyłem chłodnicę do kotła na ostatnie 10 minut gotowania (sterylizacja chłodnicy), pozostawiona woda wydostała się poprzez wężyk wprost na moją stopę. Była bardzo gorąca, a do oznacza, że przechwytywanie  ciepła stoi na wysokim  poziomie.

Do chłodzenia brzeczki z niecałych 100°C do około 20°C potrzebowałem 20 minut. Niezły wynik. Podczas schładzania do głowy przyszło mi kolejne usprawnienie procesu. Żeby przyspieszyć i w ogóle umożliwić schłodzenie brzeczki poniżej temperatury 20°C, można zawinąć wężyk igielitowy w kilka pętli i włożyć go do miski z wodą i lodem na ostatnie minuty. Powinno to pomóc.

Nie można zaprzeczyć, że chłodnica zanurzeniowa jest świetnym rozwiązaniem dla piwowara domowego. Można ją zrobić samodzielnie, chłodzenie brzeczki dzięki niej trwa bardzo krótko i wygląda w bardziej  cywilizowany sposób. Natomiast duzi chłopcy mają kolejną intrygującą zabawkę w swojej kolekcji.