Wymrażanie Porteru Łódzkiego

Wymrażacie swoje piwa? Ja dopiero zacząłem. Na swój debiut wybrałem piwo do którego mam olbrzymi sentyment i szacunek – Porter Łódzki. Jak wyszło?

Pierwszy raz o wymrażaniu piwa w domu usłyszałem od Mateusza Waty z blogu Piwo i Planszówki podczas III Piwnego Blog Daya w 2014 roku. Już wtedy zainteresowało mnie to na tyle, że snułem plany na coś podobnego w swoim domowym zaciszu. Jednak jakoś tak wyszło, że skończyło się tylko na tym.

Jednak obecny trend w piwowarstwie rzemieślniczym w Polsce spowodował, że zadałem sobie pytanie „Jak nie teraz, to kiedy niby?”. Nad piwem nie zastanawiałem się zbyt długo. Wybór padł na starego, sprawdzonego Portera Łódzkiego. Bliskość firmowego sklepu, a tym samym cena (4 zł za półlitrową puszkę piwa) Browarów Łódzkich tylko sprzyjały mojej decyzji. Poza tym to piwo jest dość mocne, gdyż ma 9,5% alkoholu objętościowo. Wymrażając je, można uzyskać coś obfitego w procenty.

Czego potrzebowałem do wymrażania? 3 puszki Porteru Łódzkiego, dwie butelki po wodzie mineralnej różnych uznanych marek z renomowanych sklepów – jedna po Oazie z Biedronki, druga po Saguaro z Lidla. Do tego potrzebna jest również zamrażarka.

Do jednej z butelek przelałem około 1250 ml piwa, pozostałe 250 ml wypiłem, żeby spróbować jak smakuje bazowy trunek. Trzeba przyznać, że owa warka to nie jest szczyt dokonań łódzkiego browaru.

Butelka po wodzie mineralnej, ale już z piwem, trafiła do zamrażalnika. Leżała tam około trzech godzin. Po tym czasie widoczny był spory lód, został on w butelce, a pozostałe piwo trafiło do kolejnej. Proces powtórzyłem jeszcze raz. Finalnie zostało około 600 ml, czyli mniej więcej połowa tego co na początku.

Stężenie alkoholu z pewnością się zwiększyło. O ile? Nie wiem dokładnie, na pewno nie możemy zakładać, że się podwoiło. Musiały pojawić się jakieś straty.

Oto opis wrażeń:

Zaraz po wymrażaniu – alkoholowość i czekoladowość. Wziąłem tylko mały łyk, ale moja dziewczyna już zdążyła się zorientować, że piłem „czekoladową wódę”.

Po dobie od wymrażania – intensywność smaku, ale wciąż silny alkohol.

Po trzech dobach od wymrażania – fajne złożone piwo, alkohol mniej wyczuwalny.

Po pięciu dobach od wymrażania – osiągnąłem mały sukces w swoim życiu zawodowym, więc mówię „dobra, naleję sobie setkę, należy mi się”. Piwo bardzo intensywne, alkohol ledwo wyczuwalny w smaku, ale pod koniec picia już coś w głowie szumiało. Czyli jest moc. Zdecydowałem, żeby zanieść piwo do piwnicy, bo w lodówce kusi nieustannie. Planowana degustacja reszty za około dwa miechy.

A Wy wymrażacie piwa? Podzielcie się swoimi doświadczeniami!

Categories: Piwowar Samowar

Lwów – pięknie, tanio i… śmieci » « Piwo za 100 zeta?! Afera z Imperium Prunum

4 Comments

  1. lepszy jest pojemnik próżniowy na jedzenie. I lód wywalać małymi porcjami.
    Polecam 1,5porteru, i doprowadzic to wieloma etapami do pojemnosci 500ml lub mniej.
    Ale metoda prób i błędów prowadzi do fajnych efektów :)

    Nie tylko portery czy risy nadaja sie na wymrażanie. Fajne efekty można osiągnąć z pszeniczniaka,i (tyle ze ich trzeba z 2,5litra i zejsc do 500-750), kwasami z belgii (bardzo droga zabawa), weizenbocki.

    Polecam kombinować 😉

    • Adrian Ogłoza

      8 marca 2017 — 14:35

      Z pewnością będę kombinować z wymrażaniem.

      Dzięki za komentarz! :-)

  2. Z ciekawości – piwo, które zostawiłeś na leżak trafiło do zwykłej (rzecz jasna zdesynfekowanej i zakapslowanej) butelki czy petainera?

    • Adrian Ogłoza

      15 kwietnia 2017 — 21:20

      To trafiło do zwykłej plastikowej butelki po wodzie mineralnej (sprawdzałem wczoraj – jest bardzo fajne, alkohol w okolicach 15% skutecznie odstrasza zakażenia). Wymrażałem jeszcze RIS-a jakiś czas potem – on trafił już do szklanej butelki.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Copyright © 2017 Piwny Rap

Theme by Anders NorenUp ↑

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress