Dzisiaj już tylko ludzie zupełnie nieświadomi mogą powiedzieć, że piwo w USA jest okropne. Piwna rewolucja, która zaczęła się właśnie w tym kraju, jest przyczyną tego, że Stany Zjednoczone to obecnie zdecydowanie najlepsze miejsce na świecie pod względem piwa. Co jednak przez lata przyczyniło się do kojarzenia Stanów z piwem podłym?

Kolonizacja terenów obecnych Stanów Zjednoczonych

Żeby poznać tego genezę musimy cofnąć się to czasów kolonizacji Ameryki Północnej. Wielu europejskich osadników przypłynęło tam w XVII-XIX wieku. Wśród nich duży odsetek stanowili Niemcy oraz Holendrzy – dwa narody kojarzone z piwem. Tymczasem na nowym kontynencie warunki uprawy jęczmienia były mocno ograniczone. Tylko niektóre regiony spełniały warunki dla hodowli tej rośliny. Nie będzie niespodzianką, jeśli napiszę, że niemieccy i holenderscy kolonizatorzy chętnie osiedlali się właśnie w tamtych okolicach. Choć oczywiście nie wszyscy. Jednym z takich regionów był Nowy Jork, wtedy (w XVII wieku) nazywany Nowym Amsterdamem – właśnie z powodu osadnictwa Holendrów.

Zmiany terytorium Stanów Zjednoczonych

Zmiany terytorium Stanów Zjednoczonych

Ograniczenia w uprawie jęczmienia powodowały olbrzymie trudności w rozwoju piwa. W zasadzie jego ekspansja ograniczała się do niewielkiego wycinka cały czas powiększających się kolonizowanych ziem. Potencjalny transport do odległych części kraju trwał długo, piwo mogło się w tym czasie popsuć. Przewóz samego jęczmienia także nie był opłacalny, poza tym jego ilości wystarczały jedynie na zaspokojenie potrzeb okolicznych mieszkańców. Pomysły sprowadzenia tego zboża z Europy wydawały się absurdalne.

Po części jęczmień był zastępowany przez melasę, płatki z drzewa orzecha włoskiego, suszoną dynię i inne substytuty. To był już pierwszy krok do „upodlenia piwa”. Wiadomo, że najlepszym surowcem bazowym dla tego napoju jest słód – przede wszystkim jęczmienny. Warto również dodać, że łatwiejszym rozwiązaniem były inne trunki o wyższej zawartości alkoholu. Ten działał konserwująco, co sprzyjało długiemu przechowywaniu i sprawiało, że transport na duże odległości nie był bezsensowny. Statystyki są jednoznaczne. Na osobę ilość 100% alkoholu pozyskanego z piwa stanowiła jedynie około 1/200 czystego alkoholu wypijanego w ogóle.

Lekkie piwo, dziś określane jako „small beer” było jedynie alternatywą dla zanieczyszczonej wody – podobnie jak w czasach średniowiecznych. Pite było w dużych ilościach przez niewolników, pracujących przy uprawie i zbiorach bawełny. Taki wizerunek to kolejny krok do nijakiego piwa, które cały czas rządzi na sklepowych półkach w USA.

Dominacja Munich lagera przerwana przez pilsa oraz czasy Prohibicji

Munich lager przed Prohibicją

Munich lager przed Prohibicją

Oczywiście pełnoprawne piwo wciąż powstawało. W połowie XIX wieku dominował na rynku Munich lager, ale dość szybko – bo jeszcze pod koniec stulecia – duże wpływy zyskał pils. Lub coś na jego wzór. Ważne, że wyglądem niczym się od niego nie różnił. Przyczyną takiej zmiany była kolejna fala emigrantów z Europy. Rewolucja przemysłowa sprzyjała rozwojowi browarnictwa, jednak do czasu.
Bardzo złym czasem dla piwa była Prohibicja. Przed jej wejściem w życie działało około 1300 browarów na terenie Stanów Zjednoczonych. W rok po jej zakończeniu otwarto jedynie 756 z nich. Wtedy zaczęła rozwijać się tendencja, której istotą była zmiana udziałów piwa butelkowanego i piwa rozlewanego w knajpach. Przed Prohibicją wyglądały one tak: 75% to piwo w knajpach, 25% piwo w butelkach. W roku 1945 proporcje były dokładnie odwrotne.

Ciekawostką może być fakt, że dolewanie spirytusu do piwa wcale nie było mitem w czasach Prohibicji. Wówczas jedynym legalnym piwem (choć nie można było używać wyrazu „beer”, a „cereal beverage”) na rynku było to o zawartości alkoholu poniżej 0,5% objętościowo. Potocznie nazwano je „near bear” lub „needle beer”. Ta druga nazwa wynika z dodawania spirytusu bądź innego alkoholu do „napoju zbożowego” za pomocą igły.

Etykieta jednego z "napojów zbożowych"

Etykieta jednego z „napojów zbożowych”

Drastyczny spadek jakości piwa

Zmiany zapoczątkowane po Prohibicji sprawiły, że piwo było szerzej dostępne dla kobiet. Jasny lager, do użycia którego wykorzystywano kukurydzę i ryż, zdominował całkowicie rynek. Wprowadzenie do użytku puszek również sprzyjało konsumpcji piwa. Jakość produkowanego piwa zaczęła spadać. Coraz częstszym widokiem na półkach w supermarketach było „no-name beer” – czyli piwo bez marki, po prostu z napisem „beer”. Wprowadzono również piwa lite – o niższej zawartości alkoholu, przez to też ekstraktu początkowego, wodniste i bezsmakowe.

W 1975 Miller, marka zorientowana raczej na kobiety, zaczął kreować swoje lekkie piwo na coś dla prawdziwych mężczyzn. Do udziału w kompanii reklamowej zaproszono wielu sportowców, kowbojów. Upowszechnił się „sixpack lifestyle”, luzackie podejście do piwa, które tak naprawdę zeszło na dalszy plan.

Pogorszenie się standardów produkcji piwa skutkowało także wizualnym ubytkom. Trwałość piany znacznie się obniżyła. Zaczęto eksperymentować z solami kobaltowymi, które rzeczywiście pomagały. Jednakże wkrótce okazało się, że szkodzą one zdrowiu. Wycofano się z ich używania.

Liczba aktywnych browarów na terenie całego kraju osiągnęła dramatycznie niską wartość w latach 70. XX wieku. Wynosiła wtedy tylko nieco ponad 100. Dla porównania – wiek wcześniej było to (w 1873) dokładnie 4131 browarów.

W ten sposób amerykański piwosz mógł dostać jedynie wyprane z smaku jasne lagery z dużym udziałem surowców niesłodowanych. Oczywiście tylko z największych browarów. To musiało się skończyć. Rewolucja piwna w końcu wybuchła…

Jeśli artykuł się podobał, kliknij „Lubię to”. To zwiększa moją motywację do pisania takich artykułów, a Ty możesz je tutaj czytać.

Bibliografia:

1. Randy Mosher, Tasting beer, 2009

2. Low-alcohol beer