Beef Tet-risa i Kaena jest faktem od wczoraj. Ten drugi odpowiedział na diss rapera z Siemiatycz. Plusem tego zajścia jest „odrodzenie” bitewnej postawy Tet-risa. Reprezentanta rodzimego hip-hopu, o którym niemal zapomniałem. Oczywiście Kaen niczego na beefie na razie nie zyskuje, a i stracić nie miał czego. Jednak cała sytuacja jeszcze bardziej uwypukliła rzeczy, które strasznie irytują. 

 

Całość mógłbym streścić dwoma pojęciami – hipokryzja i pieniądze. Postaram się jednak rozbić je na czynniki pierwsze.

  1. Udawany dystans

Nie znam pierwszoligowych raperów osobiście, ale już videowywiady czy nawet same posty na FB pokazują, że raperzy są spięci. W wielu przypadkach, gdy padają trudne pytania, ucinają szybko temat. Nie używają konkretnych ksyw, co również widoczne jest w kawałkach jako „strzały w powietrze”. Do tego oni są dojrzali, nie w głowie im potyczki, trzeba dbać o rodzinę… A wystarczy jedno pytanie i ta mydlana bańka pęka. Patrz – Peja i pytanie o Zieloną Górę i Tedego.

  1. Publikowanie oświadczeń

Konflikty w rapie nie są niczym nowym, tymczasem – przy wzroście liczby raperów – beefy pojawiają się z podobną częstotliwością co kiedyś. Oświadczenie na fejsie ma postać: „nie będę nagrywać na niego dissu, nie będę robić mu reklamy”. I tego nie rozumiem. Jeśli ktoś ma argumenty, nagrany przez niego numer jest na poziomie, koleś ma umiejętności, ale mimo to mało fanów – i tak powinno się odpowiedzieć.

  1. „Niezależne” wytwórnie

Wytwórnie są zależne. Od pieniędzy. Zresztą jak każdy. I nie ma się co dziwić, że nikt nie chce inwestować w kogoś, kto i tak forsy nie przyniesie. Ale branie w swoje szeregi ludzi, którzy są „przypałami” jest niesmaczne. Decydenci powinni wiedzieć, że chęć dorobienie na sezonowcach w dłuższej perspektywie przynosi wizerunkowe szkody labelom. Natomiast rap-biznes to nie jednorazowy wyskok Zdzisia, który sprzedaje robaczywe śliwki pod blokiem. Co mnie dodatkowo też irytuje, nawet taka szanująca się wytwórnia jak Alkopoligamia potrafi coś ostro spieprzyć, sprzedając drogie, niskiej jakości i w pewien sposób oszukane piwo jako swój produkt.

  1. Usilne kopiowanie Ameryki przez raperów

Polski zajebisty raper to raper, który jako pierwszy skopiuje dany trend z Ameryki. Kaen kopiuje starszego Eminema, więc jest be. Ale gdyby skopiował coś nowszego, to kto wie? Może miałby pozycję wśród świadomych słuchaczy i do tego wielu pozostałych fanów?

  1. Brak jaj

Raperzy boją się powiedzieć, że coś im się nie podoba. To niesie ze sobą duże ryzyko wirtualnego linczu. Odwrócenie się fanów, a przez to niższa sprzedaż płyty, mniej hajsu. Przykład Hukosa pokazuje, że jeden kawałek nagrany kiedyś potrafi mocno ograniczyć możliwości dzisiaj. Dlatego raperzy nie używają kontrowersyjnych wypowiedzi, starają się mówić neutralnie.

[youtube=http://www.youtube.com/watch?v=9fsGz13XyME]

  1. Populizm

Rap był populistyczny od dawna. Ale wtedy chociaż bazował na faktycznym życiu raperów. Gdy byli oni biedni, antypolityczne i antysystemowe teksty brzmiały autentycznie. Niestety nawet artyści już dorobieni cały czas się tym posługują. Co prawda bieda nie pojawia się tak często w kawałkach, ale granie na emocjach poprzez opowiadanie smutnych historii jest na porządku dziennym.

  1. Robienie hajsu na tym, że tkwi się w miejscu od lat

Sukces jednej płyty może wpłynąć na nagrywanie takich samych stylistycznie i/lub tekstowo albumów. Raperzy wiedząc, że znaleźli swoją – przynoszącą niezłe dochody – niszę, zatrzymują się w miejscu, idą na łatwiznę. Po co się trudzić, skoro hajs się zgadza?

 

A Was co irytuje w polskim rapie?