IMG_20170902_202637

W zeszły weekend w Łodzi odbył się Street Beer Festival, w którym udział wzięło kilka browarów. Wszystko miało miejsce na podwórku przy ulicy Piotrkowskiej 217, znanego z organizacji wydarzeń towarzyskich. Czy takie małe festiwale mają sens?

Nie przedłużając, powiem, że tak. Dlaczego tak uważam? Po pierwsze, stosunkowo niewielka skala przedsięwzięcia dobrze wpływa na wszelkiego rodzaju zmiany organizacyjne. Początkowo festiwal miał się odbywać na świeżym powietrzu, co jak najbardziej ma swoje zalety latem. Chyba że na dworze pizga i pada, a człowiek non stop rzuca słowem na „k”. Na szczęście, właśnie dzięki temu, że pojawiło się tylko kilku wystawców, nie było większych problemów i impreza odbyła się pod dachem.

Wiem, że zeszły weekend w środowisku miłośników dobrego piwa to przede wszystkim One More Beer Festival, który wręcz przytłacza swoją formułą. Mnie ona jakoś specjalnie nie kręci. Zostałem w Łodzi i postanowiłem choć na trochę wpaść na Piotrkowską 217. Pojawiłem się zarówno w piątek, jak i w sobotę, choć tak jak wspomniałem, nie było moim zamiarem przebywanie tam od początku do końca. Wszystko wyszło spoko, można było wbić na chwilę, wrócić za godzinę na pełnym luzie.

IMG_20170902_213052_BURST001_COVER

Ktoś może powiedzieć, że co to w ogóle za festiwal dobrego piwa, gdzie napój ten jest polewany w plastikowe kubki. Ja nie mam z tym problemu, dopóki nie jest to jakiś wybitnie degustacyjny trunek. Co prawda, np. Szpunt miał RIS-a na swoim stoisku i czegoś takiego z własnej woli nie kupiłbym i nie spróbowałbym z plastiku, ale to chyba tyle. Nie wiem nawet, czy było możliwe korzystanie z własnego szkła degustacyjnego. Przynajmniej nie widziałem, żeby ktoś takowe miał i z niego pił.

Samo miejsce Street Beer Festivalu to też duży plus. Klimatyczne miejsce w centrum miasta, nie tak zatłoczone jak kultowy już OFF także położony przy Piotrkowskiej. Bardzo dobrze, że ktoś postanowił zorganizować tam tak przyjemne piwne wydarzenie.

Nie wszystko było oczywiście na plus. Nie rozumiem, co na tym festiwalu robił Koreb. Czy on naprawdę musi być na każdym festynie, odpuście, jarmarku, ale też na zupełnie małym wydarzeniu, gdzie pojawiają się ciekawe browary? Poza tym jego stoisku świeciło pustkami, podczas gdy inni wystawcy nie narzekali na brak klientów. To kolejny argument pokazujący, że Koreb był tam absolutnie niepotrzebny.

IMG_20170902_213144

Kolejna minus to tak naprawdę bolączka wielu festiwali piwnych w Polsce. Jest nim głośna muzyka, która utrudnia rozmawianie. Dla mnie nie powinno być jej w ogóle, ewentualnie mogłaby być puszczana w tle. Tutaj ona dudniła, tak że lepiej było wyjść na dwór z piwem i tak je w spokoju wypić oraz porozmawiać ze znajomymi. Przypominam tylko, że było zimno w ubiegły weekend. Jakbym chciał posłuchać dudnienia, poszedłbym do klubu, a nie na festiwal piwny.

Te wady na szczęście jednak nie rzutują aż tak mocno na całe wydarzenie. Było miło, bez stresów. Życzyłbym sobie czegoś takiego częściej.