Źródło obrazka: whosisbrew.com

Źródło obrazka: whosisbrew.com

Kochamy eksperymenty, które wnoszą nową jakość do piwowarstwa. Jednak wiele takich „eksperymentów” to tak naprawdę wielki bullshit. Powiązane jest to ze standaryzacją stylów piwnych.

Polskie piwowarstwo rzemieślnicze rozwija się w takim tempie, że już od dawna nie jest niczym niezwykłym wprowadzenie na rynek nowego stylu piwa. Chyba że chodzi o jakieś bardziej archaiczne gatunki, istniejące tylko w średniowiecznych kronikach.  Może trochę przerysowuję, ale wiecie o co chodzi. Wszystkie piwa, które mają duży potencjał na stabilną sprzedaż, a nie na chwilową burzę towarzyszącą premierze, są już na rynku. W multitapach czy sklepach specjalistycznych raczej nie ma problemu z kupnem APA, AIPA czy choćby stoutu.

Nowe, ale stare

Problemy mają za to browary, od których oczekuje się ciągłych nowości. W dużej mierze same są tego winne,  taki rynek i takich konsumentów sobie stworzyli. Dochodzi o takiej paradoksalnej sytuacji, że ludzie niby chcą czegoś nowego, a i tak piją to samo. Oczywiście w nowej oprawie, na specjalnej premierze i z nowym bełkotem marketingowym. Browar ma już American India Pale Ale (w  sumie jakby mógł nie mieć) w swojej ofercie? Trzeba więc sypnąć kilka kilogramów słodu żytniego. I już otrzymujemy nowy styl – American Rye India Pale Ale. Nowy styl, nowe piwo, nowa etykieta, kolejna premiera, impreza  w multitapie. Interes się kręci.

Tak to niestety funkcjonuje. Bańka mydlana cały czas się powiększa, ale w końcu kiedyś pęknie. Jednak dzisiaj browary rzemieślnicze otwarcie przyznają, że to na sesyjnych piwach zarabia się najlepiej. Można tego wyprodukować dużo, szybko, a klient zawsze się znajdzie. Jakie piwa mają największe wzięcie? U Artezana – Pacific, u Alebrowaru – Rowing Jack, u Pinty – Atak Chmielu. Czyli APA i AIPA. Niby stara śpiewka, że tylko amerykański chmiel ładowany szuflami. Jednak oprócz wspomnianych wyżej piw, browary mają wiele innych, podobnych trunków. Czasem dodadzą jakichś ziół, innego chmielu, zrobią single hopa.

Zdarzają się specjały

Od czasu do czasu browar musi zrobić jakiś event, typu premiera RIS-a lub czegoś równie ekscytującego – choćby Imperatora  Bałtyckiego Pinty. To tak naprawdę przynosi jedynie efekt promocyjny marki browaru. Nie zarabia się na tym za wiele. Żadne takie piwo nie jest dostępne w stałej ofercie. Raz na jakiś czas wypuszcza się je w limitowanych ilościach, tak żeby piwni blogerzy wrzucali zdjęcia na fanpage z komentarzem „Udało mi się to zdobyć! Jutro recenzja!”. Jednak takie rzeczy trafiają się raz na ruski rok.

Natomiast w kwestii tych najlepiej sprzedających się stylów piwa jest niezły Sajgon. Browary już tak kombinują z nazewnictwem stylów ich pseudo-innowacyjnych piw, że niejeden klient multitapu ma niezłą zagwozdkę. Jasno trzeba sobie powiedzieć, że jest to tylko zabieg marketingowy. Natomiast rodzi to problemy. Widać to było choćby podczas ubiegłorocznego konkursu najlepszych piw na browar.bizie. Konkurs ten przez lata miał naprawdę duże znaczenie, jednak ostatnim razem był raczej krytykowany. Za brak elastyczności i pomysłu na kategoryzację poszczególnych piw. Dużo w tym winy organizatorów, ale czy browary aby tego nie utrudniały? Różne wymyślne nazwy niby nowego stylu, które sprawiały w zakłopotanie, a tak naprawdę nic nowego nie otrzymywaliśmy. Problem z takim przesadzonym nazywaniem stylu piwa zaobserwowałem, tworząc raporty o piwach lanych w multitapach.

Doskonale rozumiem eksperymenty piwowarów,  sam też nim jestem. Jednak w niektórych przypadkach otrzymujemy nowy styl tylko na etykiecie. Czy nie lepiej byłoby odwoływać się do sklasyfikowanych, choćby w BJCP, stylów piwa?