Gdy bilety lotnicze (tanie, a jak!) do Wilna miałem już opłacone, w internecie pojawiła się dość głośna i nieco kontrowersyjna kampania reklamowa tego miasta pod hasłem „Wilno, punkt G Europy” (Vilnius, the G-spot of Europe). Temu sloganowi towarzyszył dopisek „Nikt nie wie, gdzie jest, ale gdy go znajdziesz, jest niesamowicie” (Nobody knows where it is, but when you find it it’s amazing). Po wizycie tam muszę przyznać, że kampania trafiona w punkt, może niekoniecznie G.

„Kościół na kościele”

Jeśli już słyszałem jakieś opinie o stolicy Wilna, to było to raczej „kościół na kościele”, „brzydko poza najbardziej turystycznymi szlakami”. Mówiąc jednemu znajomemu, że udaję się do Wilna, ten zapytał: „ooo, to tak interesujesz się architekturą sakralną?”. Eh. Moje skojarzenia z tym miastem również nie były jakieś wielkie. Dawne polskie miasto, Ostra Brama… No i w zasadzie tyle. Wiecie, niby unia polska-litewska itd., a wiedza o samym Wilnie, mentalności Litwinów niemal zerowa.

Natomiast właśnie taki stan rzeczy powoduje, że podróżowanie potrafi diametralnie zmienić obraz danego miejsca. Chociaż akurat w przypadku stolicy Litwy pierwsze wrażenia były zdecydowanie negatywne. Niezbyt miła obsługa przy kupnie biletów miejskich na lotnisku, podróż do centrum miasta autobusem przez nieciekawe przedmieścia nie wpływały dobrze na moją opinię. Pierwszy kontakt z centrum też nie był raczej udany, gdy zobaczyło się zniszczone kamienice.

Na szczęście potem już wszystko zmieniało moje zdanie o Wilnie na lepsze. No może nie wszystko, do czego jeszcze wrócę, ale były to raczej mniejsze rzeczy. Mieliśmy akurat bardzo dużo szczęścia, gdyż pogoda podczas naszego wyjazdu była po prostu świetna jak na tę porę roku. Nie pomyślałbym, że w połowie października późnym wieczorem będę pić bardzo dobre rzemieślnicze piwo w ogródku na starówce. Będąc na wzgórzu Trzech Krzyży, słońce grzało tak mocno, że można było się opalać. To też z pewnością wpłynęło na końcowy pozytywny wizerunek stolicy Litwy.

No dobrze, a jak to z tymi kościołami? Czy nie ma tam niczego godnego uwagi poza nimi? OK, prawda jest taka, że budynków sakralnych jest mnóstwo – głównie są to świątynie rzymsko-katolickie, ale nie tylko one. Zaryzykowałbym stwierdzenie, że z dowolnego punktu centrum miasta będzie można ujrzeć przynajmniej jeden kościół. Jednak w Wilnie znajdziemy również wiele innych pasjonujących miejsc.

Republika Zarzecze

Jednym z pierwszych punktów, do jakiego się udaliśmy, było Zarzecze. Nie, nie chodzi o ten polski browar. To taka hipsterska dzielnica, niegdyś ciesząca się złą sławą miejsca burdeli, przestępców i biedoty. Wynikało z tego faktu, że to Zarzecze znajdowało się w przeszłości poza murami miejskimi. Raz, że z racji tego łatwiej było otworzyć i prowadzić przybytki seksualnych uciech. Dwa, że położenie poza murami oznaczało dużo mniejsze bezpieczeństwo w przypadku ataku wroga i tak naprawdę nikt nie chciał tam mieszkać poza marginesem społecznym. Dzisiaj to miejsce jest bardzo alternatywne, skupiające wileńską bohemę artystyczną. Na potwierdzenie tego wystarczy wspomnieć, że Zarzecze ogłosiło się niepodległą republiką, co oczywiście jest bardziej żartem niż czymś poważnym. Spacery po dzielnicy są bardzo inspirujące.

Panorama miasta

Świetne widoki na panoramę miasta gwarantują dwa wzgórza. Góra Giedymina oraz Góra Trzykrzyska. Udając się na to drugie, możemy przejść przez piękny park położony nad rzeką. Z obu miejsc możemy dojrzeć wysokie biurowce położone po drugiej stronie Wilii. Trzeba przyznać, że jak na miasto wielkości Poznania (ludnościowo), takie budynki robią wrażenie. Efektu dodaje też fakt, że są one położone w jednym miejscu.

Dzielnica biznesowa

Wizyta w samej dzielnicy biznesowej wzbudza już różne emocje, gdy okazuje się, że tuż obok tych zachwycających wieżowców znajdują się rozlatujące się drewniane chaty oraz będące tylko w nieco lepszym stanie domki jednorodzinne. Nie sposób nie mieć wrażenia, że biurowce zostały tam na siłę wciśnięte.

Po powrocie na drugą stronę rzeki można oddać się spacerom wśród stonowanej architektury oraz zieleni. Pod tym względem Wilno jest z pewnością miejscem dobrym do życia.

Żarcie i piwo na Litwie

Kuchnia litewska może nie będzie moją ulubioną, jakoś nie miałem ochoty jeść świńskich uszu, ale kilka rzeczy było naprawdę udanych. Bliny i jedna taka zapiekanka ziemniaczana tylko udowodniły, że „pyry” to świetny materiał na jedzenie i chyba nigdy nie skończą się pomysły na nowe rzeczy z tych warzyw. W Wilnie bardzo podobało mi się to, że w każdej lokalnej restauracji można było kupić piwo rzemieślnicze. Ono też było bardzo dobre, jednak tak naprawdę oferta zarówno multitapów, jak i knajp z żarciem ograniczała się do tych samych pozycji. Niemniej wszystkie ipy i apy zachwycały świeżością i pijalnością, a jeden z litewskich pilsów okazał się być bardzo solidny i pozbawiony wad.

Tutaj pojawia się duży minus. Chodzi o stan toalet w knajpach. W żadnej, w której byliśmy, nie było dobrze, a większości było tragicznie, czasem nawet, gdy sam lokal wyglądał bardzo schludnie. Polska w tej kwestii wypada naprawdę cudownie w porównaniu do Litwy (a przynajmniej do Wilna).

Wartościowe muzea

Będąc w Wilnie koniecznie należy odwiedzić Muzeum Iluzji. Jest to jedno z tych muzeów, które edukuje, zarazem dostarczając olbrzymiej frajdy. Nie jest jakieś bardzo duże, ale i tak proponuję zarezerwowanie sobie na nie dwóch godzin. Inne ciekawe muzea, to Muzeum Pieniądza. Jest darmowe, a bogate w eksponaty i z ciekawą formułą. Muzeum Ofiar Ludobójstwa mieszczące się w dawnym więzieniu KGB z kolei bardzo skłania do refleksji i – bądź co bądź – zwyczajnie po ludzki zasmuca.

Mentalność Litwinów

Należy wspomnieć o mentalności Litwinów. Wiele osób mówi, że nie lubią oni Polaków z powodu zaszłości historycznych. Może w jakimś stopniu jest to prawda. Aczkolwiek, Litwini –  generalizując – są introwertyczni, uważają, że okazywanie emocji im nie przystoi. Są też narodem dumnym. Dlatego też można odnieść wrażenie, że nas nie lubią. Natomiast mentalnie z pewnością bliżej im do takich Finów (słyszeliście żart o ekstrawertycznym Finie?) niż nawet do Polaków, nie mówiąc już o takich Grekach czy Czarnogórcach.

Wilno zdecydowanie przekonało mnie do siebie. Nie jest oblegane przez turystów i też nie jest wielką wydmuszką, która pod wymalowaną powierzchnią jest pusta w środku. To miasto ma klimat, posiada w niektórych miejscach ciekawą sztukę uliczną. Miejsca jak Zarzecze czy Muzeum Iluzji inspirują, rozśmieszają. Inne z kolei wyciszają lub skłaniają do większych refleksji jak w przypadku dawnego więzienia KGB. Każdy powinien w końcu znaleźć w Wilnie punkt G.

dig

sdr

sdr

dav

mde