IMG_1746

Było naprawdę dobrze! Oto relacja z Poznańskich Targów Piwnych.

Poznań przywitał mnie pustkami na ulicach, a zważywszy że było już po południu – nie sprawiało to miłego wrażenia. Na szczęście, gdy zbliżaliśmy się do Starego Rynku stan ten się sukcesywnie się poprawiał. Na Poznańskie Targi Piwne mieliśmy wbić troszkę później, około 17. Planem było odwiedzenie jakiegoś z multitapów lub nawet dwóch. Jednakże godziny otwarcia większości nie są dość przychylne dla piwnych turystów, którzy najchętniej cały dzień spędziliby na piciu swojego ulubionego trunku. Z braku laku wybraliśmy jakąś knajpkę na rynku, która stylizuje się na czeską gospodę. Lali tam Pilsnera Urquella, więc w sumie czemu mieliśmy nie skorzystać? Pity niemal dokładnie rok wcześniej w Warszawie na Piwnym Blog Dayu lany Pilsner potrafił smakować. W Poznaniu było podobnie. Niestety, ale – mimo wyraźnej prośby – dostaliśmy piwo niemal bez piany. Zważywszy na to, że to niby czeska gospoda, gest był bardzo wymowny.

Udało nam się wejść na jedno piwo do Setki. Wystrój lokalu jest całkiem w porządku, ale nic poza tym. Szału w żadnym aspekcie nie robi, wybór piw też nie był wówczas porażający,  choć wiem, że czasem trafiają się tam perełki. Niestety nie w ostatnią sobotę, bardzo możliwe że to wpływ Poznańskich Targów Piwnych. Najfajniejszymi rzeczami w lokalu są wygodne kanapy oraz obrazek Rowing Jacka widoczny na zdjęciu poniżej.

IMG_1740

Później już szybko udaliśmy się na teren hali Międzynarodowych Targów Poznańskich. Ludzi w pobliżu było mnóstwo, czuło się, że szykuje się coś wielkiego. I tak też rzeczywiście było. Wspomnienia po sobotnim dniu mam w zdecydowanej większości pozytywne. Ale wszystko po kolei.

Pierwszymi plusami organizacyjnymi, które można było dostrzec jeszcze przed przyjazdem do Poznania, były bilety uprawniające do wielokrotnego wejścia oraz możliwość wypożyczenia szklanki. Pierwsza rzecz wcale nie jest oczywistością na piwnych festiwalach w Polsce. Natomiast druga naprawdę ułatwia życie osobom, dla których kupowanie festiwalowego szkła to niepotrzebny wydatek. Tutaj wystarczyło zapłacić kaucję w wysokości 15 zł i w każdej chwili można było oddać szklankę, a gotówka do nas wracała.

Sami też z tej opcji skorzystaliśmy, bo festiwalowe szkło nie należało do moich ulubionych. Wypożyczone szklanki szybko jednak oddaliśmy, bo na stoisku Browaru Dukla były do kupienia świetne pokale (w podobie teku) w jeszcze lepszej cenie – 10 zł. I z tego szkła piliśmy już do końca wieczoru.

IMG_1749

Oczywiście organizatorzy zadbali o myjki do szkła, ale to już powinien być standard na takich imprezach. W końcu na festiwalach, gdzie króluje piwo rzemieślnicze, picie ze szkła to oczywistość. Jednakże mogliśmy zobaczyć mnóstwo osób, chodzących z piwem w plastikowych kubkach. Najbardziej w oczy rzucały się te z logiem Ediego. Obecność tego browaru na takim „święcie” to pewien nietakt, ale nie warto sobie tym zaprzątać głowy.

Tym bardziej, że w pobliżu było tyle świetnych piw, że można było oszaleć. Pełno RIS-ów, porterów bałtyckich i różnych innych specjałów. Niebo dla beer geeka. Jednak trzeba podkreślić, że był to festiwal dla wszystkich. Wybór ogromny, tak samo jak cenowa różnorodność. Od 4 zł (grodziskie) do 20 zł (leżakowane w beczkach specjały). To przedział cenowy dla piw polskich. Kilka stoisk miało w swojej ofercie również piwa zagraniczne, ale jeśli chodzi o piwa butelkowane to nie mam pojęcia, jak wyglądały ich ceny.

Było widać wyraźnie, że ludzie mają parcie na rodzime piwa. Stoisko Browariatu świeciło pustkami, mimo że piwa tam były naprawdę ciekawe. Aż  zdziwiłem się, że w ofercie jest niemiecki RIS (Schönramer), a ludzie w ogóle nie byli nim zainteresowani… Ważne, że ja skorzystałem :-)

Moim założeniem było picie najbardziej degustacyjnych piw, w końcu jeśli chodzi o inne, Piwoteka Narodowa i Z innej beczki regularnie dbają o moje podniebienie na miejscu. Tutaj chciałem spróbować prawdziwych petard. Nic dziwnego, że w rzeczywistości nie wypiłem ich jakoś dużo, ale raczej jestem usatysfakcjonowany. Byłbym pewnie bardziej, gdybym przyjechał na trzy dni, nie tylko na jeden. Z racji tego, że moje możliwości zbliżały się ku końcowi, sięgnąłem po lekkie Piwo z Grodziska. Tyle, że w wersji Piwobranie 2015, która jest chmielona na zimno. Naprawdę jest to niesamowite piwo! Mimo wypicia tego wieczoru piw wywalających z butów, to zasługuje na największe brawa. Polecam każdemu. No i na festiwalu kosztowało jedyne 4 zł.

IMG_1754

Brałem udział również w Piwnej Maturze, której przewodzili Kamil z alechanted.pl i Maciek z No to po piwku. Naprawdę imponuje mi zaangażowanie chłopaków w tę akcję. Pytania – przynajmniej na poziomie rozszerzonym – były trudne. Trzeba było być zorientowanym na obecną sytuację na rynku piw rzemieślniczych, z czym nie jestem na bieżąco niestety.

Rzeczą do poprawy na pewno jest zwiększenie ilości toalet, akurat tego organizatorzy powinni być świadomi wcześniej. Choć jakichś hardkorowych sytuacji nie zauważyłem. Można by było też oddzielić scenę od hali z wystawcami. Tak żeby osoby naprawdę zainteresowane prelekcjami mogły mieć większy komfort. W sumie to tyle, jeśli chodzi o uwagi. Bo organizacja festiwalu została zrobiona z głową, to było widać. Jednak na następny raz zwiększyłbym przestrzeń festiwalową – bo oczekuję, że kolejne Poznańskie Targi Piwne będą miały jeszcze większą frekwencję.

Z Poznania przywiozłem bardzo dobre wspomnienia. Następnym razem przyjadę na więcej niż jeden dzień. Ten wyjazd wyszedł w sumie spontanicznie. Do zobaczenia znowu!