img_0712

Poznańskie Targi Piwne 2016 to już historia. Mnóstwo browarów, piw i innych atrakcji. To nie może nie być hit! Zapraszam do relacji.

Podobnie jak w poprzednim roku teraz również przybyłem na Poznańskie Targi Piwne w sobotę. Przypuszczam, że podobnie zrobiło wiele innych osób. Największym minusem takiego rozwiązania była pobudka przed czwartą rano. Ałaaa… Pytanie – czemu tak wcześnie? Przecież można było wyspać się i przyjechać później. Jednakże w tym roku podczas targów zaplanowane zostało inne wydarzenie towarzyszące, czyli Beer Blog Day. Jest to pewnego rodzaju spadkobierca umarłego Piwnego Blog Daya, za którego organizację była odpowiedzialna Kompania Piwowarska. Ostatnia edycja PBD miała miejsce w roku 2014 (także w listopadzie). Oznacza to, że rok 2015 upłynął bez takiego formalnego spotkania blogerów piwnych. Na szczęście zmieniło to się w 2016. Jest to zasługa Jurka z bloga Jerry Brewery, za co należą mu się słowa uznania.

Plusem wczesnego przyjazdu do Poznania były niewielkie kolejki przy stoiskach wystawców. Dzięki temu można było na spokojnie przejrzeć ofertą piwną. Jak łatwo się domyślić, robiła ona wrażenie. Po godzinie 17 na hali targowej były już tłumy. W porównaniu do zeszłego roku powiększył się teren dla uczestników PTP. Wcześniej hala nie była zajęta w całości, teraz już tak. Zapewniono też większą liczbę miejsc siedzących, gdzie na spokojnie można było wypić piwo, a także zjeść coś. Hitem dla mnie był grillowany oscypek.

img_0720

Jednak największa zaletą tegorocznych targów było to, że coraz bardziej przypominają one pełnoprawne wydarzenia branży piwnej, a nie tylko opcję na wesoły weekend (w czym oczywiście nie ma nic złego). W Poznaniu tym razem pojawiła się jeszcze większa liczba wystawców, którzy nie są bezpośrednio związani z produkcją lub handlem piwem, ale uzupełniają te gałęzie biznesowe. Największy entuzjazm uczestników PTP wzbudzały darmowe alkomaty. Niektóre grupki ludzi robiły zawody, kto będzie miał najwyższy wynik. Również nie odmówiłem sobie sprawdzenia swojego stanu. Rezultat na wyjściu był przyzwoity.

Wydarzenie nie zmieniło swojej formuły. Cały czas nie jest to impreza zamknięta dla piwnych maniaków jak Beer Geek Madness. Świadczy o tym obecność takich browarów jak Edi, czy Kompanii Piwowarskiej. Jednakże zdecydowanie widać, że obecność na tak obleganym festiwalu nie gwarantuje dobrej sprzedaży. Niektóre stanowiska nawet podczas godzin szczytu były pozostawione same sobie.

img_0719

Przyznam, że nie natrafiłem na żadne przełomowe piwo, ale też takiego na siłę nie szukałem. Chciałem po prostu napić się dobrego piwa i na takie też dostałem – nie nadzwyczajne, ale smaczne. Trzy z nich można wyróżnić. Są to: Imperialny Nafciarz z Dukli, Fest Buba z browaru Szałpiw oraz Kolektyw z Browaru Zakładowego. Wszystkie to piwa mocne i bardzo wyraziste. Polecam, jeśli ktoś jeszcze nie pił.

img_0714

img_0722

Tradycyjnie problemem takich imprez są długie kolejki do toalet. Jednakże dla mężczyzn nie było to aż takie męczące. Panowie w ramach męskiej solidarności byli w tej dziedzinie nad wyraz sprawni, oczywiście kobiety nie miały już tak łatwo… W zasadzie można było skoczyć do toi-toia, ale trzeba by było iść na dwór, gdzie padał deszcz i było zimno.

Bardzo podobało mi się zaproszenia na koncert zespołu jazz-hopowego Eskaubei / Tomek Nowak Quartet. Może nie jestem fanem występów muzycznych na takich imprezach, ale z chęcią przesłuchałem kilku utworów granych na żywo w przerwie między degustacjami.

img_0716

Poznańskie Targi Piwne 2016 z pewnością należy uznać za bardzo udane. Co prawda, nie byłem aż tak podekscytowany jak rok wcześniej, ale jest to czysto subiektywne odczucie. Wtedy nie wyobrażałem sobie, że to może wyjść tak dobrze, teraz byłem już na to przygotowany. Obiektywnie rzecz biorąc, jeśli coś się zmieniło, to tylko na lepsze. Już nie mogę się doczekać, co będzie za rok.