Potęga leżakowania piwa

Źródło: homebrewtalk.com

Źródło: homebrewtalk.com

To, że niektóre style piwne zyskują na długim leżakowaniu, jest dobrze znane każdej osobie kochającej piwo. Pewne przypadki potrafią jednak zaskoczyć.

Leżakowanie piwa to nie jest taka prosta sprawa. Bo jak tu wstrzymać się z piciem jakiegoś uznanego trunku przez rok czy nawet kilka lat? Tym bardziej, gdy przechowujemy go w łatwo dostępnym miejscu lub co gorsza tam, gdzie zaglądamy codziennie po coś innego. To nauka cierpliwości, wytrwałości. Możemy  jeszcze – bazując  na poradnikach psychologicznych – wkręcać sobie, że jesteśmy ludźmi na wyższym poziomie samorozwoju i dzięki temu wstrzymujemy się z gratyfikacją na korzyść przyszłości. No tak…

Jesteśmy jednak ludźmi i mamy swoje słabości. Randy Mosher w swojej książce „Tasting beer” radzi,  że najlepszym sposobem na efektywne leżakowanie piwa jest przekazanie go niepiwnym znajomym. Wówczas najlepiej będzie, kiedy zarówno oni, jak i my zapomnimy o nim, a dopiero po długich latach ktoś przypadkiem je znajdzie. Jest tylko jedno „ale” – ilu macie niepiwnych znajomych? Ja swoich policzę na palcach jednej ręki kanadyjskiego drwala. W dodatku są to osoby starsze ode mnie o jakieś dwadzieścia lat, które na moją prośbę o przechowanie piwa popukałyby się w głowę. Na szczęście potrafię być cierpliwym i kilka trunków leżakuje, czekając na lepsze czasy.

Czas ma kluczowe znaczenie przy dojrzewaniu piwa. Inne to temperatura i światło słoneczne. O ile te dwa ostatnie czynniki powinny być raczej minimalizowane, czas nie jest już taki oczywisty. Wszystko zależy od stylu, poziomu ekstraktu, ale i od tego, co chcemy dostać przy konsumpcji. Jeśli oczekujemy szlachetnie ułożonego porteru bałtyckiego z ekstraktem w górnych widełkach stylu (22° Plato), długie leżakowanie jest wskazane. Nie mówię już o potężniejszych RIS-ach, które mogą mieć nawet 30° Plato. Jeśli jednak chcemy po prostu ułożonego piwa, bez wyczuwalnego, drażniącego alkoholu, a  nuty utlenienia nie są dla nas konieczne, wystarczy w wielu przypadkach okres kilku miesięcy.

Prawdziwymi rarytasami są przeterminowane piwa o wysokim ekstrakcie. Przy nich napis na etykiecie „Najlepiej spożyć przed” jawi się jako groteska. Oczywiście są browary, które piszą, ze musieli dać jakąś datę ważności, bo tego wymaga od nich prawo, ale ręczą, że ich piwo będzie dobre nawet po 30 latach. Zdarza się, że w sklepach są wyprzedawane trunki, których termin przydatności do spożycia mija na dniach i ich cena jest mocno obniżona. W ten sposób można nabyć to, co do leżakowania rzeczywiście się nadaje i niemal już w momencie zakupu jest rarytasem.

Odniosę się jeszcze do książki „Tasting beer” Moshera. Znajduje się w niej notka z opisem degustacji jednej partii tego samego piwa przeprowadzonych w 1986, 1987, a później już co roku w latach 1990-1995. Tym piwem był barley wine.  Okazało się, że z roku na rok piwo zmieniało nie tylko swój profil smakowo-zapachowy, a również kolor. Charakterystyka tego barley wine’a za  każdym razem była inna. Leżakowanie piwa to naprawdę magiczne zjawisko.

Nie pisałbym o tym, gdyby nie jakiś przypadek z mojego życia. Doskonale zdaję sobie sprawę z potęgi leżakowania. Nie wiedziałem jednak, że dość słaba partia piwa może stać się czymś bardzo dobrym. Mowa oczywiście o Porterze Łódzkim, którego uwielbiam. Odkąd zacząłem poważniej interesować się piwem, piłem wszystkie warki tego porteru, niektóre kilkakrotnie, w różnych odstępach czasowych. Świeże piwo zazwyczaj było agresywne alkoholowo, wymagało ułożenia. Jednak warka 09.09.16 – pamiętna warka z Aldiego za 3,30 zł – nie rokowała dobrze. Oprócz bardzo wyczuwalnego alkoholu występowała zbyt duża słodycz, nie pełnia smaku, ale niestety słodycz, niezbyt  przyjemna. Po jakimś czasie alkohol nieco zelżał, ale słodycz w ogóle i pojawiły się intensywne nuty sosu sojowego, które w takim natężeniu nie uprzyjemniają picia. Skreśliłem tę partię. Jak się okazało, był to błąd.

Porter Łódzki z tej  warki pity w sobotę okazał się czymś przepysznym. Dobrze znane aromaty suszonych owoców ze śliwką na pierwszym planie, nuty porto w tle, ale co najważniejsze – wyraźne zredukowanie odczucia słodkości i wyczuwalności alkoholu. Sos sojowy za to pojawia się tylko jako dodatkowy posmak. Jedynie piana mizerna, ale to akurat nie dziwi. Klękajcie narody. Morał na koniec: Leżakowanie piwa to naprawdę potężna rzecz. To naprawdę się opłaca!

Categories: Edukacja, Opinie

RIS kontra porter bałtycki » « A po piwie – błogi relaks!

7 Comments

  1. I to niekoniecznie jest prawdą. leżakuję sobie kilka porterów -które pijam co jakiś czas. O ile Żywiec -leżakowany nabiera dla mnie smaków -o tyle Okocim czy Amber-robią się tylko słodkie. Jednowymiarowo słodkie i alkoholowe. Piłem Okocimia i Ambera 3 lata po terminie -i więcej nie będe się męczył. Piwem zdecydowaie nadającym się jest Porter Komes Fortuny. To piwo bardzo się zmienia. Ale zawsze ma charakter -jest palony, gorzki posmak-dochodzi czekolada gorzka, śliwki. To piwo chyba najbardziej lubię leżakowane :)
    Z piw które mnie najbardziej zawiodły to był Imperator Bałtycki. Po ponad roku piwo z niezwykłego stało się dobrym..Porterem.
    Leżakowanie przydaje się też do własnych piw. Kolega dał mi piwo które dawało bardzo dziwnymi aromatami i posmakami-jako świeże. Po roku było genialne-niestety zachowane było tylko u mnie-bo on je wylał :)
    javiki

    • Adrian Ogłoza

      17 sierpnia 2015 — 16:38

      Amber to taki porter bałtycki dla początkujących, na leżakowaniu zbytnio nie zyskuje. Okocim akurat w moim jedynym przypadku leżakowania za to bardzo się polepszył. I tak najlepszy w ogóle, a i do leżakowania również, jest Porter Łódzki 😉

      Co do Imperatora Bałtyckiego – piłem tylko świeżą wersję i zadowolony nie byłem.

  2. Leżakowanie piwa to nie jest taka prosta sprawa. Bo jak tu wstrzymać się z piciem jakiegoś uznanego trunku przez rok czy nawet kilka lat?

    proste- piwożłop nie wyrzyma, koneser da rade…
    ______

    Jeśli jednak chcemy po prostu ułożonego piwa, bez wyczuwalnego, drażniącego alkoholu, a nuty utlenienia nie są dla nas konieczne, wystarczy w wielu przypadkach okres kilku miesięcy.

    W ciągu 3-4miesiecy testowałem portery bałtyckie (krajowe)- od ok pół roku do 2lat po terminie… wnioski ? albo mam pecha alb o wyzybyły się one walorów smakowych, a co w niektórych jak alkohol drazniacy byl (mam zapiski), tak nadal w nich jest….
    ___

    Prawdziwymi rarytasami są przeterminowane piwa o wysokim ekstrakcie

    I tak i nie…. wg mnie prawdziwymi rarytasami są solidnie przeleżakowane lambiki- a dlaczego ? juz odpowiadam… kto to robi ? no i mało komu sie chce inwestowac nierzadko po 30zł za butelke 375ml po to aby ją na 10-15lat odlozyc …
    ja do tego dąże bo jestem ciekaw efektów…
    Z gotowców to kupiłem w Belgii niebieskiego kaizera z 2001 (piłęm w 2014) i powiem że warto bo urywa wszystko co mozliwe….

    Znam jezscze przynajmniej 2 imperial IPA (belgijskie) które wg mnie nieźle znoszą leżakowanie, ale zaraz zostane zjedzony…. no bo gdzie IIPA leżakować ? (polskich moze nie, ale tam nie chmielą piwa po 150razy jak u nas),

    nie tylko portery i Risy nadaja sie do leżakowania… ale to juz temat dla mega wtajemniczonych i osób które popróbowały różnych rzeczy…

    POZDRAWIAM

    • Adrian Ogłoza

      17 sierpnia 2015 — 16:34

      Też nie mam nic do leżakowania piw bardzo nachmielonych, w przypadku Imperial IPA w grę wchodzi wysoki ekstrakt, co już jest na korzyść leżakowania. Do tego dochodzi jeszcze ciekawość – jak sam zresztą pisałem – w tym przypadku również co do tego, jak poradzą sobie aromaty chmielowe na przestrzeni lat.

      Co do leżakowania porterów bałtyckich – niekoniecznie zawsze wpłynie do pozytywnie na piwo. Wspomniany przez Ciebie Komes ma duże wahania jakościowe, więc przetrzymania piwa na dłuższy czas może wręcz pogorszyć jego smak…

  3. javiki

    akurat z portrami co podaleś to mam odwrotnie…. okocimski (chyba ostatnia warka w starej etykiecie na szyjce) po terminie- genialna…

    komesy- z 3 warek roznych… podłe…. mało treści, kwaskowość i jakis takie…. no nie…

    imperator bałycki rok po terminie- slodka czekolada i kawa zbożowa no i kompot z porzeczek czerwonych…. (ulepkowato słodkie)

  4. Wczoraj zrobiłem sobie porterowy wieczór. Na warsztat poszły dwa portery łódzkie. 15.10.15 oraz warka 09.09.16…. Pierwsze wypiłem i było niezłe, choć alkohol jednak dominował…
    Drugie to był spirytus z dodatkiem maggi i cukierków kukułka… Z ciężkim sercem wylałem to drugie do zlewu. Mało które piwo o takiej zawartości alkoholu tak bardzo wykręcało mi twarz… Ostatnio to chyba Komes poczwórny był na tym poziomie ordynarności procentów… Gdzieś tak około listopada zeszłego roku piłem obie warki i obie bardzo mi smakowały… Jestem ciekaw, czy to nie tak, że nawet w tej samej dacie mamy piwo z różnych tanków… To by tłumaczyło tak duże rozbieżności w smaku i opiniach… no chyba że warunki leżakowania też mają znaczenie… u mnie jest to komórka w garażu. Temperatura w zimie to około 16 stopni, w lecie max 26.

    • Adrian Ogłoza

      19 sierpnia 2015 — 16:44

      Jak najbardziej warunki przechowywania mają znaczenie, jednak w moim przypadku temperatura w jakiej znajdowało się piwo za bardzo nie różniła się od tej u Ciebie…

      „Drugie to był spirytus z dodatkiem maggi i cukierków kukułka” – tak ta warka smakowała, gdy piłem ją przed ostatnią degustacją. Może coś w tym jest, że piwo w przypadku tej warki było z różnych tanków. W końcu Aldi brał wówczas większe zamówienie, więc i większa ilość tanków mogła wchodzić w grę…

      Dzięki, dałeś do myślenia tym komentarzem. Ja po prostu od razu założyłem, że czas wpłynął tak korzystnie na to piwo :-)

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Copyright © 2017 Piwny Rap

Theme by Anders NorenUp ↑

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress