IMG_0101To nie będzie nic oryginalnego, niezwykłego. Po prostu kocham warzyć piwo w domu. Tylko tyle i aż tyle.

Sobotnie warzenie piwa było również okazją do paru przemyśleń. Mieszając zacier co jakiś czas, próbowałem spojrzeć na to wszystko z perspektywy osoby niezainteresowanej tematyką. Co taki człowiek mógłby sobie pomyśleć, zobaczywszy kogoś kto niemal cały czas siedzi przy garach?

Zapewne uznałby, że to nic ciekawego, bezsensownego. Facet siedzi w kuchni jak baba i gotuje coś jak zupę. Kuchenne pomieszczenie zamienia się po czasie w saunę, warunki są niekomfortowe. Lepiej byłoby w tym czasie poczytać książkę czy nawet obejrzeć kolejny odcinek serialu. A warzenie piwa? No cóż, lepiej byłoby jakieś wypić. A tutaj zanim się wypije domowe, trzeba poczekać z miesiąc. Albo dwa. Albo pół roku.

To nie zawsze jest łatwe i przyjemne…

Trzeba być cierpliwym w piwowarstwie domowym. Do tego – uważnym. Trzeba dbać o porządek, a większość czasu związanego z tym hobby spędza się na niekoniecznie ciekawych rzeczach. Tzn. na sprzątaniu, myciu fermentorów, butelek, mieszadła i innych akcesoriów. Nie każdy to polubi, ale mnie się to nawet podoba.

Gdy nowopoznane osoby dowiadują się, że robię piwo w domu, pada jedno pytanie – „kiedy dasz się napić?”. Tylko chyba dwa razy ktoś zaciekawił się, jak to robić. Klasykiem jest oczywiście pytanie o zakapslowanie. Niektórzy pytają o koszty. Jednoznacznie da się określić tylko te dotyczące surowców. Jak łatwo się domyślić – biorąc pod uwagę taką kalkulację – piwo da się zrobić niskim nakładem kosztów. Znajomi od razu liczą sobie na głos, ile mogliby zaoszczędzić na alkoholu, warząc samemu. Cóż… też tak kiedyś miałem…

To może jednak rozwijać

To się jednak bardzo szybko zmieniło. Piwowarstwo domowe to bardzo rozwijające hobby. Zresztą uważam, że każda pasja może rozwijać, jeśli oczywiście będziemy mieć do niej odpowiednie podejście. Jeśli zależy Ci tylko na oszczędzaniu na alkoholu – nie idź drogą piwowarstwa domowego. Tutaj istnieje duże ryzyko zepsucia piwa, czas oczekiwania na gotowy produkt również jest długi. Potrzeba dużego wysiłku fizycznego na każdym z etapów produkcji.

Ja to jednak kocham. Kiedy warzę, nic innego się dla mnie nie liczy. Na parę godzin zupełnie odcinam się od świata zewnętrznego. Nie ma mnie w internecie, telefon leży gdzieś nieużywany. Ogólnie piwo powinno łączyć ludzi. To dzieje się w pubach przy różnych premierach czy innych ciekawych wydarzeniach. Wiosna dla mnie zaczyna się od wypicia pierwszego piwa w plenerze z przyjaciółmi. Jednak te parę godzin kiedy zajmuję się kreowaniem, nie konsumpcją, chcę spędzić w samotności przy garach.

IMG_0094

Traktuj to ambicjonalnie i bez kalkulacji

Najlepsze jest to, że w domu możesz uwarzyć najlepsze piwo świata. Zachwycając się wyjątkowym RIS-em z komercyjnego browaru, możesz powiedzieć sobie: „Zrobię coś jeszcze lepszego!” i później do tego dążyć. Nawet jeśli nie wyjdzie, choć przy wielkiej determinacji to jest mało możliwe, i tak będziesz szczęśliwy. Cel jest celem, ale droga do niego obfituje w niesamowite wrażenia. Eldo kiedyś mówił w wywiadzie o pozytywnej agresji. To ten stan kiedy poznając coś niesamowitego, mówisz sobie właśnie „Zrobię coś jeszcze lepszego!”. W piwowarstwie domowym też to musi działać. Bo niby jaki sens miałoby zatrzymanie się na pewnym poziomie? Takie coś można zostawić browarom komercyjnym. Zdaję sobie sprawę, że ktoś może uznać warzenie piwa w domu za bezsens. W końcu to problematyczne, bulgocze i budzi w nocy, śmierdzi czasem, a piwo za półtora zeta dostaniesz w dyskoncie za rogiem. I to od ręki, a nie za parę tygodni. Cytując jednak Randy’ego Moshera – „Irracjonalność jest piękna”. I tego się trzymajmy.