Źródło: Fanpage The Order Of Yoni

Źródło: Fanpage The Order Of Yoni

Piwo waginalne – głośno o nim, ale o co tak naprawdę chodzi?

Kilka faktów na początek. Koncepcja (jakże skomplikowana) uwarzenia piwa na bakteriach z waginy pojawiła się u twórcy marki The Order of Yoni (jakże subtelna nazwa) już kilka lat temu. Wtedy dawczynią miała być czeska modelka. Jednak to nie wypaliło. Teraz się udało. Matkami chrzestnymi projektu zostały dwie Polki. Oficjalna premiera piw już niedługo.

Jestem za eksperymentami. To właśnie dzięki nim można iść do przodu, ciągle się rozwijać. Natomiast jeśli eksperyment ma na celu jedynie wywołanie kontrowersji i późniejsze zgarnięcie hajsu, to takie coś potępiam. Czym tak naprawdę jest tzw. „piwo waginalne”, o którym tak głośno się mówi ostatnio? Jest piwem, przy produkcji którego użyto bakterii kwasu mlekowego. Nie ma znaczenia źródło ich pozyskania. To, że w tym przypadku jest nim wagina, to właśnie sposób na zrobienie wręcz olbrzymiego szumu medialnego. Jest to nośny temat, idealny do stworzenia mnóstwa clickbaitowych nagłówków dla mało merytorycznych artykułów.

Oczywiście potencjał komercyjny takiego piwa jest niesamowicie wielki. To produkt eksportowy. Nic dziwnego, że oficjalny fanpage na FB jest tworzony po angielsku.  Przekaz podprogowy jest jasno ukierunkowany – chodzi o epatowanie erotyką.

Źródło: Fanpage The Order Of Yoni

Źródło: Fanpage The Order Of Yoni

Potrafię sobie tylko wyobrazić, jak bardzo głębokie (oj) idee musiały towarzyszyć twórcy przy obmyślaniu koncepcji całego przedsięwzięcia. „Pokażmy kobiece piękno!”, „Wróćmy na łono natury”. I inne pseudofilozoficzne rzeczy na potrzeby marketingu.

Świat zwariował. To pierwsza myśl, która mi przychodzi do głowy, gdy myślę o tych piwach. Normalnie mam wrażenie, że ich autor bierze udział w konkursie „Najbardziej durny i bezwartościowy wymysł cywilizacji”.

Czy wypiłbym te piwa? Jak już wspominałem z technologicznego punktu widzenia w żaden sposób nie są one niczym innowacyjnym. Sposób produkcji sprawia, że nie może być mowy o jakimkolwiek niehigienicznym rozwiązaniu. Pewnie więc napiłbym się czegoś takiego. Czy to zrobię? Pewnie nie, bo nie będę miał ochoty szukać po sklepach. Poza tym cena zapewne będzie wysoka, co absolutnie nie będzie przekładało się na zawartość butelki.

Na koniec taka refleksja – skoro takie bzdety powstają już teraz, co będzie w przyszłości? Sam jestem za technologicznym rozwojem i nawet pracuję w dziedzinie, która ma mocny wpływ na zmiany w codziennym życiu. Jednak durne rzeczy nie powinny powstawać. W tym przypadku chodzi o wywołanie kontrowersji. A gdy chodzi tylko o to (no i o pieniądze, ale to rzecz nad wyraz oczywista), to ja temu mówię stanowcze nie.