123

Czy blogerowi piwnemu lub w ogóle miłośnikowi piwa nie wypada czegoś robić?

Temat jest cały czas żywy. Nie wiem, ale chyba niektórzy mają jakiś wyidealizowany  obraz piwnego etosu. Jego atrybutami są: pogarda dla koncerniaków, pedantyczny dobór szkła, rozbijanie piwa na czynniki pierwsze, degustowanie w optymalnych warunkach. Również rzucanie na prawo i lewo pojęciami typu diacetyl, DMS, żelazistość, merkaptan, geraniol… Ogółem można to opisać bardzo krótko – snobizm, może nawet chęć podbudowania własnego ego. Okropieństwo.

Picie koncerniaków? Grzech śmiertelny!

Wyżej wypisane atrybuty są rzeczami pozytywnymi, ale tylko w odpowiednich dawkach. Nie chciałbym, żeby dobre piwo było kojarzone  wyłącznie z hermetyczną grupą ludzi, którzy spotykają się, a jeszcze częściej robią to w samotności, degustując w zamkniętym kręgu. Uznawanie picia koncerniaków za grzech śmiertelny jest niedorzeczne. Już pomijam to, że są takie piwa z wielkich browarów, które naprawdę mogą smakować. Co jeśli przyjdzie do mnie znajomy z jakimś eurolagerem, żeby pogadać, pośmiać się? Mam wywalić piwo, które mi dał przez okno, krzycząc „śmierć koncerniakom”? Może jeszcze wyprosić kolegę? Bo jak on w ogóle śmiał do mnie przyjść z takim czymś.

Przekazywanie wiedzy

Dobrze jest czasami wynieść piwo na pierwszy plan, ale nie ma co z tym przesadzać. Wiedzieć o nim jak najwięcej, być świadomym procesów jego produkcji. Jednak wyśmiewanie czyjejś niewiedzy, pomyłek nie jest już rzeczą w porządku, choć przyznaję, że w tej kwestii też coś tam na sumieniu mam. Lepiej wyjaśnić, uświadomić – to właśnie jest jedna z tych rzeczy, które miłośnikowi piwa wypada, a wręcz powinien nawet to robić.

„Darmowa reklama”

A co nie wypada? Wiele osób twierdzi, że nie wypada robić „darmowej reklamy” Lidlowi, który raz na jakiś czas ma w swojej ofercie bardzo tanie piwa belgijskie czy brytyjskie, czy Biedronce, wprowadzającej do swoich sklepów American IPA. Oczywiście takie z tego AIPA co z Książęcego Pszenicznego weizen, ale w swojej kategorii cenowej jest to idealne piwo, które mógłby przynieść mi wspomniany wyżej znajomy. Kwestia „darmowej reklamy” to temat-rzeka. Jeśli  informuję swoich czytelników o niezłej promocji na całkiem dobre piwo w dyskoncie to nie jestem „prawilny”. Ale jeśli poinformuję o premierze kolejnego, niczym niewyróżniającego się piwa od kontraktowca, który tylko wysyła receptury mailem do browaru, to wszystko jest w porządku, prawda? Co ma większą wartość dodaną dla czytelnika? Niektórzy odpowiedzą bez wahania, że drugi przypadek. Przecież to co duże jest okropne, a małe jest piękne. Buntownicy – nie z wyboru, nie bez powodu – z przypadku.

Różne funkcje piwa

Piwo ma wiele funkcji i spożywane jest w różnych okolicznościach, z różnymi ludźmi. Dlatego i wybrany styl piwa, i sposób picia (bezpośrednio z butelki lub z pokalu), i nasze skupienie na samym trunku niemal za każdym razem są inne. To od nas zależy jak do tego podejdziemy. Oczywiście są przypadki, kiedy rzeczywiście czegoś nie wypada, bo jest to nielogiczne. Picie w multitapie piwa prosto z butelki czy wyszukiwanie wad podczas  spożywania szóstego eurolagera są pozbawione sensu.

Na browar.bizie jeden użytkownik napisał coś w stylu: „Prawdziwy znawca piwa pije wszystko – od sików z Biedry po leżakowane w beczkach RIS-y”. I ja się z tym zgadzam. Jak mamy się rozwijać, pijąc tylko to co najlepsze? Jak mamy zdobywać wiedzę o całości piwnego rynku, spożywając tylko to, co mieści się w jego niewielkim wycinku?