IMG_0399

2014 był niezwykłym rokiem dla polskiego piwowarstwa. Mnogość premier, wiele nowych festiwali piwnych, pojawiające się jak grzyby po deszczu inicjatywy kontraktowe, jak i również powstanie kolejnych browarów stacjonarnych. Co może nas czekać w roku 2015?

Tradycyjnie – premiery, premiery, jeszcze więcej premier

Nowe piwa będą się pojawiać pewnie z niemniejszą intensywnością jak w roku poprzednim. Przypuszczam, że będzie ich nawet więcej. Rynek jest głodny nowych piw, dlatego browary często będą nas informować o nowościach w swoim portfolio. Dotyczy to zarówno „starych wyjadaczy”, jak i również newcomerów.

Jeszcze większe znaczenie będą miały oficjalne imprezy towarzyszące premierom piwnym. Powodem ku temu będzie przede wszystkim to, że na rynku zaczną pojawiać się coraz bardziej wymyślne trunki od coraz większej liczby browarów i trzeba będzie również rozwijać się marketingowo. Niestety, ale samo zrobienie dobrego piwa może już nie wystarczyć.

Nowe wielokrany

Popyt na piwa rzemieślnicze jest wielki, przez to też nie będzie brakować chętnych do założenia multitapów. Powinniśmy się z tego cieszyć, jednak może się okazać, że niektórzy właściciele nowych lokali wcale nie będą się kierować miłością do piwa, ale jedynie żądzą zysku. O ile w największych miastach Polski taką sytuację szybko zweryfikowałby rynek, w końcu konkurencja jest tam już silna, sprawa gorzej się ma w przypadku mniejszych miejscowości. Jedni będą przychodzić do takich miejsc po prostu z braku alternatywy, ale inni mogą odwrócić się od piwa rzemieślniczego na dłuższy czas. Mam nadzieję, że takie sytuacje będą marginalne, bo powstawanie nowych multitapów jest oczywiście trendem jak najbardziej pozytywnym.

Źródło zdjęcia: blogs.denverpost.com

Źródło zdjęcia: blogs.denverpost.com

Powiększanie się istniejących browarów

Niektóre browary w tej kwestii wejdą w ogóle na wyższy level. Mam tutaj na myśli przede wszystkim Artezana i Pracownię Piwa. Zwiększenie mocy produkcyjnych będzie w ich przypadku oznaczało rozszerzenie swojej oferty na piwa butelkowane. To z kolei przełoży się na większą dostępność. Browary będą wówczas musiały jeszcze bardziej niż do tej pory zadbać o kontrolę jakości. W przypadku wadliwego produktu, jego wycofanie z rynku będzie trudniejsze logistycznie i bardziej kosztowne. Jedno jest natomiast pewne – przeciętny piwosz będzie miał zdecydowanie większą szansę spróbowania trunków z wymienionych browarów.

Źródło zdjęcia: Fanpage Pracowni Piwa na FB

Źródło zdjęcia: Fanpage Pracowni Piwa na FB

Ekspansja piw rzemieślniczych na mniejsze miejscowości

Mieszkańcy dużych miast raczej nie mają problemu z napiciem się dobrego piwa. I to zarówno jeśli chodzi o piwa lane, jak i o te butelkowane. Natomiast zupełnie inaczej wygląda ta sytuacja w przypadku mniejszych miejscowości. Myślę, że w tym roku ta sytuacja mocno się poprawi. Składają się na to przynajmniej 3 czynniki:

  1. Nawet i na szeroko rozumianej prowincji jest już całkiem spora liczba świadomych piwoszy, a w dobie internetu mogą oni na bieżąco śledzić to, co dzieje się na polskim rynku piwnym. Popyt jest, a on z czasem pogoni i podaż.
  2. Browary, które powiększą swoje moce produkcyjne, zechcą także poszerzyć grono swoich odbiorców. Cześć z nich skupi się również na konsumentach z mniejszych miejscowości.
  3. Piwo rzemieślnicze to po prostu dobry biznes. Na „piwnej pustyni” nie trzeba będzie robić nic specjalnego, żeby osiągnąć sukces.

Wędzone piwa? To może być właściwa droga

Mówi się, że najbliższy rok będzie należał do piw kwaśnych lub też leżakowanych w beczkach. Nie wydaje mi się, żebyśmy w Polsce zaobserwowali istny wysyp „kwachów”. Nieco większe szanse widzę w przechowywaniu piw w drewnianych beczkach po mocniejszych alkoholach. Jednak obie możliwości są trudne do realizacji. Potrzeba na to czasu, a rozmiary polskich browarów rzemieślniczych są na tyle małe, że nie byłoby to zupełnie opłacalne. Pojedyncze próby z pewnością będą miały miejsce, ale wątpię, żeby stało się coś więcej. Natomiast piwo wędzone ma duży potencjał, bo jego istotą jest specjalny słód, którego wyrób nie leży w gestii browaru, a słodowni. Sprowadzenie go choćby z Niemiec nie jest większą trudnością, a  proces produkcyjny „wędzonek” niczym nie różni się od wyrobu zwykłych piw. Do tego takie trunki lepiej sprzedadzą się marketingowo wśród jeszcze nieświadomych piwoszy niż „kwachy”. Zresztą już widać, że na polskim rynku pojawiło się sporo piw dymionych – nawet duża Perła postanowiła się za to zabrać.

IMG_0430