Źródło: browarkormora.pl, cytat z utworu PRO8L3M – Stówa

Źródło: browarkormora.pl, cytat z utworu PRO8L3M – Stówa

Olbrzymie różnice w cenie, pojedyncze butelki w pojedynczych sklepach specjalistycznych, aukcje na FB… Czy tak powinna wyglądać premiera nowej warki piwa?

Pytanie we wstępie jest pytaniem retorycznym, na które tylko człowiek w niezbyt dobrej kondycji psychicznej mógłby odpowiedzieć twierdząco. Niestety tak wyglądała sytuacja na rynku, kiedy to pojawiła się druga edycja Imperium Prunum z Kormorana. Tutaj chyba wszystko poszło nie tak, jeśli chodzi o dystrybucję tego piwa. Browar podjął błędna decyzję, hurtownie (a przede wszystkim jedna) wykorzystały to, podobnie jak część sprzedawców detalicznych. Jednak najbardziej rażąca wydaje się być panika odbiorców końcowych, czyli konsumentów.

Co dokładnie się wydarzyło? O tym za chwilę, najpierw kilka słów o samym sokole tejże tragicznie noweli. Imperium Prunum to imperialny porter bałtycki z dodatkiem Suski Sechlońskiej, leżakowany przez rok w browarze. Debiutancka partia tego piwa ruszyła w Polskę w styczniu 2016 roku przed pierwszym w historii Świętem Porteru Bałtyckiego. Trunek ten był bardzo wyczekiwany przez miłośników dobrego piwa w naszym kraju. Każdy nowy porter bałtycki cieszy, ale tutaj znacznie podbito ekstrakt początkowy (do 26 stopni Plato) w porównaniu do innych przedstawicieli tego stylu, które mieszczą się w przedziale 18-22 stopni Plato. Ponadto dodatek Suski Sechlońskiej miał jeszcze mocniej podkręcić wrażenia u konsumenta.

Jak wyszło? Pierwszą warkę tego trunku piłem rok temu w Piwotece za bodajże 16 zł za 0,3l. Szczerze mogę powiedzieć, że jako klient wyszedłem z pubu zadowolony. Piwo było bardzo dobre, warte takiej ceny. Trzeba oczywiście dodać, że chodzi o wersję beczkową. Natomiast piwo trafiło jeszcze na rynek w wersji butelkowej. Jak przystało na produkt wysokiej jakości, opakowano je w elegancką butelkę oraz ładny karton, co sprawiało świetne wrażenie, stojąc na półce w sklepie. Tutaj można było w pełni zrozumieć wyższą cenę w porównaniu do opcji z beczki. W dodatku w butelce znalazła się większa objętość piwa (500 ml). Jednak nawet wówczas cena w większości przypadków nie przekraczała 30 zł. To uczciwa cena za piwo takiej klasy, jednak wg mnie w samym 2016 roku w Polsce pojawiło się przynajmniej kilka lepszych.

Co się zadziało w tym roku? Prawdziwa katastrofa dystrybucyjna, a po części wizerunkowa dla browaru. Istotne jest to, że każdy wiedział, że Imperium Prunum będzie sprzedawało się jak świeże bułeczki po zeszłorocznym sukcesie. Popyt znacznie przewyższał podaż. W takiej sytuacji Kormoran, żeby wyjść z całej sytuacji obronną ręką, powinien pójść drogą dystrybucji selektywnej. Czy do tego doszło? Jasne, ale całość zorganizowano fatalnie. Jako kryterium browar postawił sobie największą sprzedaż w roku 2016. I co się okazało? Ano to, że Kormoran w minionym roku najwięcej piwa sprzedał sieci Makro. To właśnie ona jest największym beneficjentem tegorocznej edycji Imperium Prunum. Tymczasem trzeba było wybrać taką hurtownię, która specjalizuje się w zaopatrywaniu sklepów specjalistycznych.

Jednakże do tego nie doszło, a obecna sytuacja doprowadziła do patologii na rynku – ogromne różnice w cenie końcowej, niektóre sklepy, mając dosłownie po 2-3 butelki Imperium Prunum, organizowały aukcje na swoich fanpage’ach i sprzedały je osobom, które zaoferowały najwięcej. Ceny dochodziły do nawet 100 złotych.

Tutaj pojawia się refleksja – po co kupować to piwo po takiej cenie? Oczywiście, żeby je wypić, można od razu odpowiedzieć. Jednak jest na rynku tyle ciekawych piw za dużo niższą cenę. W tym miejscu zadziałały dwa dobrze znane wyjątki od reguły stanu równowagi popytu-podaży. Jeden to efekt Veblena, drugi to efekt owczego pędu. Zasada pierwszego mówi, że im produkt droższy i bardziej niedostępny, tym większy jest popyt na niego. Dotyczy to produktów luksusowych. Jednakże jeden produkt luksusowy drugiemu nierówny. Co innego kupić sobie Ferrari za 5 baniek, a co innego piwa za 100 zeta. Żeby kupić to drugie, większość dorosłych Polaków musi przepracować nie więcej niż jeden dzień, natomiast 3 miliony złotych trzeba zbierać wiele lat. Dlatego mimo swojej niewątpliwej ekskluzywności Imperium Prunum było w zasięgu (cenowym, rzecz jasna) względnie dużej ilości osób. Efekt owczego pędu miał swój obraz w tym, że o piwie było głośno od dłuższego czasu. Kolejne komentarze, opinie powiększały bańkę mydlaną. I skończyło się, jak się skończyło.

Ja nie miałem zamiaru kupić tego piwa w tym roku, a cała sytuacja dodatkowo mi to piwo obrzydziła. Mam nadzieję, że wszyscy wyciągną z niej wnioski.