Kultowe EB i zapomniane grodziskie to piwa-symbole. Ich historia doskonale pokazywała zmiany dziejące się na rynku piwa, upodobania konsumentów oraz to, jak zmieniało się życie w wolnej Polsce po roku 1989.

Może nie każdy widzi to na pierwszy rzut oka, ale grodziskie i eurolager, którym pierwszym w Polsce było EB, charakteryzowały dwa zupełnie różne światy, niejako konkurujące ze sobą. Pierwszy z wymienionych stylów piwnych symbolizuje wszystko, co polskie i tradycyjne. EB na początku lat 90. było powiewem Zachodu, zwiastunem nowych czasów, nowoczesności. Angielskie hasła wypisywane na butelkach i puszkach doskonale wpisały się w nurt amerykańskiego snu, o którym marzyli Polacy od Helu po Zakopane. Nic dziwnego, że niemal od razu nowość w postaci eurolagera chwyciła na polskim rynku piwa.

Grodziskie to jedyny w pełni polski styl piwa. Bardzo charakterystyczny, podparty naprawdę bogatymi tradycjami piwowarskimi. Jednak po upadku komunizmu, a nawet już pod jego koniec, browary z Grodziska Wielkopolskiego przeżywały problemy związane z obniżoną sprzedażą. Cechy charakterystyczne tego gatunku piwa w zasadzie utrudniały jego konsumpcję. Nie każdemu podobało się wysokie nasycenie, refermentacja w butelkach. Do tego jeszcze oczywiście niski poziom alkoholu niewątpliwie nie był plusem. Ludzie z okolic Grodziska kupowali to piwo z braku wyboru. Do niego dorzucano jeszcze setkę wódki, żeby „wzbogacić” wartości napoju. Wolny rynek zweryfikował dawną rzeczywistość.

Początek lat 90. w Polsce to tak naprawdę El Dorado dla zagranicznych inwestorów. To okres prywatyzacji różnych zakładów pracy. Wielu ludziom towarzyszył strach o własny byt. Masowe zwolnienia, wysokie bezrobocie, ale i napływ kapitału z zagranicy. W naszym kraju pojawiła się spółka, która zdecydowała się na działalność w branży browarniczej. Dysponując wielkimi nakładami finansowymi, unowocześniała browary w Elblągu i Braniewie. Wystartowała też z czymś na owe czasy nowatorskim – piwem EB (nazwa pochodzi od pierwszych liter miejsc produkcji). Nic już nie było takie samo.

Wejście na rynek EB zbiegło się niemal dokładnie w tym samym czasie z zakończeniem produkcji grodziskiego. Doskonale obrazowało to nową rzeczywistość. Tradycja została zastąpiona nowoczesnością, smak – marketingiem. W końcu wyjątkowość poszła w zapomnienie na koszt globalizacji. Coś czego nie robi się w żadnym innym miejscu odeszło w niebyt. W zamian otrzymaliśmy „światową klasę”, czyli piwo niewyróżniające się niczym spośród tysięcy innych dostępnych na globie.

EB to był strzał w dziesiątkę. Marka w roku 1997 miała 18% udziałów w rynku piwa w Polsce. Natomiast potem było już tylko gorzej. Rok później z niewiadomych powodów EB stało się własnością Grupy Żywiec, sprzedaż spadała i w końcu w 2003 roku zdecydowano się na wycofanie tego piwa z polskiego rynku. Taka sytuacja była spowodowana głównie przez silną już wówczas konkurencję w postaci tych samych bezsmakowych piw, różniących się jedynie wizerunkiem marketingowym.

Zarówno grodziskie, jak i EB powróciło na rynek niemal w tym samym momencie. Przypadek? W dobie piwnej rewolucji nie dziwi za bardzo powrót tego pierwszego, podparty rosnącą liczbą miłośników dobrego piwa. Co z kolei z EB? Pewnie to tylko sentymentalny ukłon do osób dorastających w latach 90.. Choć – kto wie, jak to się rozwinie.

Mogliśmy w ostatnich dniach spróbować powracających piw. Czy warto w ogóle sięgać po EB? Cóż, piwo jest okropnie nijakie, jedyna rzecz, która różni go od wody, to nieprzyjemna, tępa goryczka, zapewne od alkoholu. Sentyment? Przestańcie. Nie warto.

Jak grodziskie? Piwo jest dalekie od ideału, ma dwie duże wady sensoryczne w postaci bardzo wyraźnego octanu etylu (aromat niedojrzałych jabłek) oraz metaliczności – tutaj jednoznacznie kojarzącej się z zapachem starych monet. Mimo tego piwo jest bardzo charakterystyczne, dla mnie smaczne, dla większości zapewne będzie bardzo pijalne. Jeśli wyeliminuje się wady, jestem jak najbardziej na tak! Całkiem spora wędzonka (trzeba pamiętać, że inna niż standardowa, bo pochodząca od dymu z dębu, nie z buku), miłe akcenty chmielowe, przyjemne goryczka. Może nasycenie trochę za niskie jak na styl. Czekam na następne partie, mam nadzieję, że będzie lepiej.

Konsumenci pokażą, czy są na tyle świadomi, by docenić grodziskie, odrzucając zarazem nijakie EB. Czy jesteśmy na tyle dojrzali, żeby przestać ślepo patrzeć na Zachód i prawdziwie pokochać polską wyjątkowość?