Print

Dogfish Head Brewery to dziś prężnie działający browar, mający pokaźne moce produkcyjne, szacowane na około 205000 hektolitrów rocznie. Jego założycielem jest Sam Calagione. Początki browaru mogą wydawać się bardzo interesujące. Myślę, że nawet polscy pionierzy piwnej rewolucji mogliby się zdziwić, jak zaczynał bardzo znany ze swoich ekstrawaganckich piw, wielki Dogfish.

Sam Calagione, założyciel Dogfisha, w swojej książce „Brewing up a business” już na początku pisze, że był bardzo niepokornym człowiekiem jeszcze w czasach szkolnych. Nie raz buntował się przeciwko normom i schematom panującym w instytucjach edukacyjnych. Został nawet wyrzucony z jednej z nich. Jak sam mówi to tylko wyostrzyło jego charakter, co później pomogło, gdy już stał się przedsiębiorcą. Sam zdobył tytuł „English major”, co mniej więcej oznacza absolwenta nauk humanistycznych. Specjalizował się w beletrystyce i poezji, gdyż miał w planach zostanie pisarzem.

Jednak jak to często bywa z planami, nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Sam zamieszkał w Nowym Jorku, widząc w tym posunięciu większe szanse na zrobienie kariery pisarskiej. Ewentualnie na zostanie nauczycielem lub wykładowcą przedmiotów związanych z literaturą. Wraz z kolegą zapisał się również na kurs pisarstwa na Uniwersytecie Columbia. Do tego życie w tak wielkim mieście po prostu go kręciło, chciał korzystać ze swojej młodości. W końcu miał wówczas 23 lata. Żeby móc sobie na to wszystko pozwolić, musiał ciężko pracować. Zatrudnił się jako kelner w restauracji Nacho Mama’s Burritos. I to był przełom w jego życiu.

Sam Calagione (Źródło zdjęcia: archive.wired.com)

Sam Calagione (Źródło zdjęcia: archive.wired.com)

Zainteresowanie dobrym piwem

Nacho Mama’s Burritos to jeden z pierwszych lokali w Nowym Jorku, gdzie zaczęto serwować piwa z małych browarów. Na początku lat 90. Można tam było dostać trunki od Sierra Nevada, Anchor Brewery, jak i również piwa trapistów pokroju Chimay Red. Sam bardzo szybko polubił swoją pracę kelnera, a co ważniejsze odkrył bogactwo piwnego świata. Nie trudno się domyślić, że nie musiało minąć zbyt wiele czasu, żeby piwo stało się pasją. Oprócz próbowania nowych smaków, w grę weszło piwowarstwo domowe. Pierwsze piwo własnoręcznie zrobione przez późniejszego założyciela Dogfisha to pale ale z dodatkiem wiśni. Było tego 24 butelki.

Z okazji pierwszego domowego warzenia Sam zorganizował imprezę dla swoich znajomych. Piwo okazało się prawdziwym hitem. Autor był z siebie dumny i od razu zaczął planować następne warki. Noc upływała pod kątem dyskusji nad różnorodnością piwa z różnych części świata. Jeden z kolegów Sama powiedział: „Stary, ty masz obsesję”. Potem także i inni śmiali się,  że zostanie profesjonalnym piwowarem. Następnego dnia siedział już w bibliotece, szukając książek, które pomogą mu w odpowiedzi na pytanie: „Jak otworzyć własny browar?”.

Piwo jako sposób na życie

Doskonale zdawał sobie sprawę, że prowadzenie własnego biznesu, a już w szczególności browaru, nie będzie prostym zadaniem. Jednak jego determinacja była bardzo silna. Przeczytał mnóstwo książek oraz artykułów, które wzmocniły jego instynkt przedsiębiorcy. Miał dodatkowo jeszcze to szczęście, że jego rodzicom bardzo spodobał się pomysł otwarcia browaru. Zawsze mógł liczyć na ich wsparcie, bardzo go to motywowało do działania.

Dużym problemem decyzyjnym okazał się wybór koncepcji przedsiębiorstwa. Sam długo nie mógł się zdecydować, czy stworzyć zwykły minibrowar czy może brewpub. Wybrał drugą wersję, kierując się tym, że w przypadku niepowodzenia związanym z samym piwem będzie mógł sobie to odbić finansowo poprzez przychody z prowadzenia restauracji. Koszty dla obu przypadków były podobne, ale brewpub był obarczony mniejszym ryzykiem ekonomicznej klapy.

Problemy z prawem

Nie bez znaczenia był wybór lokalizacji pod brewpub. Padło na Rehoboth Beach w stanie Delaware. Po pierwsze jest to rodzinne miasto żony Sama – Mariah. Po drugie, i to już nie ma znaczenia sentymentalnego, w stanie Delaware wówczas nie było żadnego brewpubu. Ba! Nie było żadnego browaru. Żadnego. Dziwne, prawda? Jak się okazało, były ku temu powody.

Rehoboth Beach - widać, że popyt na dobre piwo latem może tam być duży (źródło zdjęcia: news.delaware.gov)

Rehoboth Beach – widać, że popyt na dobre piwo latem może tam być duży (źródło zdjęcia: news.delaware.gov)

Po zakończeniu prohibicji w 1933 roku, każdy stan sam miał sobie poradzić z nowym prawem, jeśli chodzi o produkcję i sprzedaż alkoholu. W Delaware nie zmieniono ustawy, która zakazywała m.in. zakładania browaru. Przez wiele dekad nic z tym nie robiono. Szok, w USA nie zawsze musi być lepiej niż w Polsce. Sam Calagione dowiedział się o tym, że jego realizacja jego planów jest nielegalna, na kilka miesięcy przed założonym otwarciem brewpubu. O tym poinformował go miejscowy restaurator. Do tej pory wszystko szło zgodnie z planem. Jednak chęć posiadania konkurencji rynkowej, a właściwie stworzenie dla siebie nowego lokalnego rynku, nie było prostą rzeczą.

W tym momencie Sam zacisnął pięści i udał się do stolicy stanu Delaware – do Dover, aby porozmawiać o swojej ciężkiej sytuacji z senatorami. Na szczęście, ci wykazali się zdrowym rozsądkiem, podejmując kroki mające zmienić prawo antyalkoholowe. Jednakże bez osobistego zaangażowania Sama nie byłoby to możliwe. Wynajął on bardzo dobrego prawnika, ale musiał też jak najdokładniej zobrazować swoje intencje. Goniły go też terminy, chciał, aby głosowanie na temat zmiany prawa odbyło się w sesji wiosennej. Wtedy można by było wystartować z brewpubem chwilę przed sezonem letnim, kiedy to można liczyć na najwyższe przychody.

Udało się. Jedynie kilku głosujących opowiedziało się za brakiem zmian. Reszta zdecydowanie przebiła ich i prawo zostało zmienione. Sam przed sprzedaniem konsumentom wizji swojego przedsiębiorstwa musiał sprzedać ją ustawodawcom. Aczkolwiek później wcale nie szło już z górki.

Brewpub Dogfisha w Rehoboth Beach (Źródło zdjęcia: www.chewthedirt.com)

Brewpub Dogfisha w Rehoboth Beach (Źródło zdjęcia: www.chewthedirt.com)

W następnej części opiszę Wam, jak „profesjonalnie” wyglądała pierwsza instalacja browarnicza w Dogfishu, w jakie sposób z czasem zwiększono moce produkcyjne, jak wyglądały początkowe warzenia. Będzie też sporo o marketingu, o angażowaniu społeczności w rozwój piwnej kultury. Pojawi się też kilka zdań o wpadkach i o próbach ich niwelowania, o tym jak z minusów zrobić swoje atuty.

Jeśli spodobał Wam się ten wpis, nie zawahajcie się go udostępnić swoim znajomym. Z góry dziękuję!

rehoboth-DSC_0014Podstawą do napisania tego wpisu była książka „Brewing up a business” Sama Calagione.