Perfekcyjny piwny product placement

Product placement, czy jak kto woli, lokowanie produktu, to sprawa niełatwa. Dotyczy to również piwa. Jest jednak film, gdzie perfekcyjnie wykorzystano piwny product placement.

Kwestia lokowania produktu to ciężki orzech do zgryzienia. Z jednej strony nie można być zbyt nachalnym, z drugiej – reklamowany produkt musi być zauważalny, żeby to wszystko miało sens. Optymalne rozwiązanie osiągamy wtedy, gdy wszystkie trzy strony są zadowolone. Czyli twórcy filmu, producent pokazanego dobra oraz widzowie.

Product placement to naturalna rzecz

Nie wiem jak Wy, ale wg mnie product placement to jedna z najnormalniejszych rzeczy w dzisiejszych czasach. Powiem więcej – jedna z koniecznych w przypadku kręcenia filmu. Dlaczego? Bo jeśli akcja nie dzieje się w równoległej rzeczywistości lub w dalekiej przyszłości bądź przeszłości, to zaklejanie logo samochodu czy przekręcanie puszki z colą, tak żeby nikt nie rozpoznał marki, jest po prostu nienaturalne. Szczególnie jeśli widzimy ujęcia miejsc istniejących w rzeczywistości, bohaterowie rozmawiają o aktualnych tematach czy nawiązują do konkretnych, żyjących postaci. Lubię, gdy widzę grających swoje role aktorów z produktami, które dziś widziałem w supermarkecie.

Złe lokowanie produktu

Jednak nie da się ukryć, że w wielu produkcjach filmowych product placement jest skopany po całości. Sprawia, że odrzuca mnie od danego napoju, szamponu czy czegokolwiek innego. Pamiętacie film „Ajlawju” Koterskiego? Całkiem w porządku, nawet jak na tak dobrego reżysera, ale co chwila pokazywany Hortex mocno mnie irytował. Nie chciałbym poruszać już kwestii kultury niższej, czyli serialowych tasiemców, bo tam irytuje mnie wszystko, a lokowanie produktu tym bardziej. Nie jestem docelową grupą odbiorców takiego czegoś.

Podobał mi się natomiast serial „Londyńczycy”. Wiadomo, daleko mu do „Breaking Bad” czy „Six feet under”, ale przyjemnie się go oglądało. Poza jednym wyjątkiem. Z product placement w tej telewizyjnej serii skorzystał producent pewnej karty telefonicznej. Wszystkie sceny z nią wyglądają jak zwykła reklama na Polsacie w przerwie poniedziałkowego Megahitu. Niby pierwsza zasada PP została spełniona – lokuj w odpowiednich miejscach. „Londyńczycy” to serial o emigrantach, czyli rozmowy między nimi z Anglii a ich rodziną w Polsce są na porządku dziennym. Sposób w jaki to zrobiono pozostawia wiele do życzenia. Teksty w stylu: „Poczekaj, kochanie. Zaraz oddzwonię, bo mam taniej… [mija chwila]… wiesz, z kartą X mam minutę rozmowy za jedyne 39 groszy za minutę! Naprawdę to się opłaca!” irytują. Jeśli pod uwagę weźmiemy nienaturalny sposób trzymania tej karty przez mówiącego te słowa bohatera oraz okropne komputerowe wyeksponowanie jej wyglądu, robi się po prostu człowiekowi niedobrze.

Zasady product placement

Dlatego też product placement to bardzo trudna sprawa. Musimy odpowiednio dobrać produkt do filmu. Pokazywanie mleka w proszku dla niemowlaków w produkcji typu „American Pie” nie byłoby mądrym posunięciem. Druga kwestia – trzeba znaleźć złoty środek, czyli miejsce gdzie taka forma reklamy jest czymś naturalnym, ale jednocześnie produkt jest zauważalny przez przeciętnego widza. Trzecia rzecz – dobrze by było, aby w jakiś sposób był on powiązany z akcją filmu. Niekonieczne tak jak Google w „Stażystach”. Bardziej jak Facebook i Twitter w „Szefie”. Wszystkie te trzy rzeczy udało się doprowadzić do perfekcji Guinnessowi w filmie „Tajemnica Filomeny”.

Perfekcyjne lokowanie piwa w filmie

Pierwsza rzecz. Film dotyczy zdarzeń dziejących się w Irlandii. Czyli w ojczyźnie Guinnessa. Dodatkowo film był dość szeroko dystrybuowany, a duża reklama dla tej marki piwa to jeden z celów jej właściciela.  Osobą, która pije tę ikonę stylu stout, jest wykształcony, elokwentny mężczyzna z sukcesami. Czyli człowiek, którym chciałoby być wielu na tym świecie. Ma on jednak swoje słabości, co pokazuje, że nie jest to ktoś sztuczny, ale typ w którym widz może zobaczyć cząstkę siebie.

Druga rzecz. Lokowanie Guinnessa w „Tajemnicy Filemony” nie jest zbyt inwazyjne, ale znowu łatwe do zauważenia. Mamy tam scenę, gdy główny bohater jest w knajpie i trzyma w ręku szklankę z piwem wspomnianej marki. Robi to niedbale, naturalnie. Widz nie widzi całego loga Guinnessa, może się domyślać, że chodzi o to piwo. Aczkolwiek jeśli to mu się nie uda, na drugim planie zaobserwuje duży napis „Guinness”. Nie ma w tym grama sztuczności. Po prostu obrazek żywcem wyjęty z losowo wybranej knajpie, gdzie serwowane są najpopularniejsze piwa świata – w tym rzecz jasna Guinness.

Kadr z filmu "Tajemnica Filomeny"

Kadr z filmu „Tajemnica Filomeny”

Trzecia rzecz. Najtrudniejsza – czyli ingerencja w akcję filmu. Szczęśliwie osiągnięto tutaj perfekcyjny efekt. Otóż mamy scenę, gdy pierwszoplanowi bohaterowie są w impasie swoich poszukiwań. W pewnym momencie jeden z nich spogląda na szklankę. Mamy tam zbliżenie na logo Guinnessa, czyli irlandzką harfę. I to właśnie ona wpływa na dalszy bieg historii. Zresztą, sami zobaczcie to TUTAJ.

Kadr z filmu "Tajemnica Filomeny"

Kadr z filmu „Tajemnica Filomeny”

Chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na dwie opisane sceny powyżej. Pierwsza z nich – ta w knajpie – ma miejsce podczas relaksu po ciężkiej pracy. Druga – podczas samej pracy. To też jest kluczowe w tym lokowaniu produktu.

Efekt świetnego PP

Jaki jest efekt tego wszystkiego? Widz zobaczy, że osoba, którą chciałby być, pije Guinnessa. Zobaczy, że to piwo można spożywać w różnych sytuacjach. Ujrzy bardzo wyraźnie jego logo, dowie się czymś ono jest. Nabierze ochoty na wypicie piwa. Jakiego? Sam po obejrzeniu filmu miałem ochotę właśnie na Guinnessa.

Ten product placement bardzo mi się spodobał i – jak się okazuje – nie tylko mnie. Przygotowując się do tego wpisu, wystarczyło kilka kliknięć, żeby znaleźć wiele mówiące informacje. Guinness i „Tajemnica Filomeny” wygrały w konkursie NMG Product Placement w kategorii dla najlepszego lokowania produktu w filmach nominowanych do Oskara. I bardzo dobrze. To wzorcowy przykład PP w filmie. Żeby wszystkie były takie…

Categories: Opinie

Warzenie w domu – zarządzanie projektem » « Jak pić piwo domowe?

2 Comments

  1. A to znasz? :)
    http://beerandwhiskeybros.com/2013/08/12/flying-dogs-raging-bitch-gets-its-close-up-on-true-blood/

    Moja żona oglądała ten serial i to była chyba najciekawsza rzecz przez te 7 czy 8 sezonów ;P

    • Adrian Ogłoza

      3 czerwca 2015 — 10:57

      Nie oglądałem tego, ale wczoraj dostałem info o tym na fanpage’u 😉

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Copyright © 2019 Piwny Rap

Theme by Anders NorenUp ↑

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress