Źródło: hdeagency.com

Źródło: hdeagency.com

W ostatnich dniach pojawiło się kilka wypowiedzi, które dotyczyły sytuacji polskiego craftu w ogóle. Jedne były krytyczne, inne entuzjastyczne. Dla mnie każdy wygłaszający swoje opinie miał sporo racji. Chciałbym również co nieco dodać na ten temat, bo zapewne moja opinia całościowo różni się znacznie od pozostałych.

Pierwszy głos zabrał Kuba Niemiec z blogu thebeervault.blogspot.com, szybko odpowiedział Docent z polskieminibrowary.pl, w końcu doczekaliśmy się opinii tuza piwnej blogosfery – czyli oczywiście Kopyra. Mimo różnego podejścia do sprawy, tych trzech panów łączy duże doświadczenie. Natomiast ja chciałbym pokazać, jak to wygląda z perspektywy świeżaka , osoby która „przeszła na jasną stronę mocy” jakieś dwa lata temu.

Spojrzenie z boku

Nie wiem jak Wy, ale ja czasami lubię spojrzeć na nasz piwny świat z boku. Dla wielu z nas piwo to praca albo choćby jakieś dodatkowe zajęcie. Jednak to tylko napój, w dodatku nie pierwszej potrzeby. Potrafię wyobrazić sobie śmiech osób niewtajemniczonych, patrzących na nasze komentarze. Panie, to się pije, a nie marudzi. Naprawdę polecam raz na jakiś czas z takiej strony spojrzeć na samego siebie i pośmiać się ze swoich wypowiedzi. Następnie zastanowić się, jaką rolę gra dla nas piwo.

Źródło: www.andynewbom.com

Źródło: www.andynewbom.com

Jeśli nie dostarcza nam frajdy, a staje się przyczynkiem do kłótni, to chyba coś jest nie tak. U mnie główna funkcja piwa, to dostarczanie przyjemności. Tak było zanim odkryłem bogactwo tego napoju, tak jest i teraz. Mam nadzieję, że będzie tak zawsze. Co prawda przyjemność kiedyś oznaczała przede wszystkim lekkie upojenie alkoholem, a dziś jest to nawet element intelektualnego samorozwoju. Wiecie – czytanie książek (najczęściej anglojęzycznych), pisanie, po trochu również zainteresowanie fotografią, wreszcie zagłębianie się w historię piwowarstwa i browarnictwa. Czyli ciekawość.

Piwne premiery

Ciekawość to coś, co jest motorem napędowym dla piwnych premier. Kto z nas szczerze może powiedzieć, że przy wyborze piwa kieruje się tylko jakością? Ja na pewno nie. Skłaniam się nawet ku odpowiedzi, że to właśnie ciekawość gra tutaj pierwsze skrzypce. Mimo, że samo picie piwa jest dla mnie mniej ważne od warzenia go w domu, daję się wplątać w wir premier. Przecież jak ktoś wypuszcza na rynek coś zupełnie nowego, nie będę czekać miesiącami, żeby browar dokonał poprawek przy kolejnych warkach. Jestem zupełnie świadomy, że próbując pierwszą partię piwa, będę miał wiele uwag. Oczywiście wolałbym, żeby piwo było dopracowane, piwowar najpierw spróbował uwarzyć w domu prototyp warki i zobaczył, co z tego może wyjść. Jednak odrzućmy nasz idealizm. Prowadzenie browaru rzemieślniczego to biznes i wszelkie sentymenty muszą niejednokrotnie iść na bok. Na pewne rzeczy nie wystarczających środków – czy to czasowych, czy pieniężnych.

Źródło: www.centuryproductsllc.com

Źródło: www.centuryproductsllc.com

No właśnie, pieniądze. Cena piwa rzemieślniczego to kwestia często poruszana w dyskusjach. Że wysoka w ogóle, że za wysoka w stosunku do jakości, że za wysoka w stosunku do stylu. Jak duży wpływ ma na to sam browar? Raczej niewielki, dużo zależy od marży sklepu, od kosztów transportu. Ja jestem szczęśliwcem, bo mogę kupić tak znakomite piwo jak Smoky Joe w niedalekim sklepie specjalistycznym za cenę poniżej 7 zł. I gdybym musiał, mógłbym zapłacić jeszcze kilka złotych więcej, bo to piwo to naprawdę klasa światowa.

Ocena piwa

Sporo polskich piw rzemieślniczych jest jednak mocno przeciętnych. Kopyr w swoim wideofelietonie wspominał o roli blogera jako influencera, czyli osoby która ma wpływ na wybory innych ludzi. Z jego retoryki wynikało, że krytyczna ocena piwa powinna być delikatniejsza. Uważam, że niekoniecznie należy iść tą drogą. Natomiast wyrazista opinia powinna być podparta mocnymi argumentami, dla kontrastu trzeba również podać zalety ocenianego piwa. Czytelnik bloga powinien otrzymać w miarę dokładny obraz trunku.

Tylko nie wpuszczaj mnie w kanał....

Tylko nie wpuszczaj mnie w kanał….

W swom życiu napisałem kilkadziesiąt recenzji płyt hiphopowych. Na portalu GramRap.pl opublikowałem swego czasu opinię o pewnych albumie. Mocno krytyczną, dodajmy. Opierała się ona na patencie, który polegał na kończeniu każdego akapitu zdaniem „Nie inaczej jest w przypadku płyty X”. To dlatego, że płyta nie wyróżniała się od innych ani tekstami, ani podkładami, ani umiejętnościami raperów. Aczkolwiek goście zaproszeni do dogrania się na tę produkcję wypadli zaskakująco dobrze, co było niespotykane na polskiej scenie rapowej. Tym samym czytelnik mógł sam ocenić, czy warto zapoznać się z albumem. Ciągnąc jeszcze dalej analogię do rapu, piwo to również kwestia gustu, jego ocena jest czysto subiektywna. Coś co nam się nie podoba, może być czymś uwielbianym przez innych. Przykładem może być tutaj kryterium zbalansowania. Niektórzy chcą po prostu sesyjnego piwa, inny czegoś bardzo charakternego. Tego „recenzja” w postaci „Wypiłem. Chujowe” na pewno nie pokaże.

Konstruktywna krytyka to również dar z niebios dla samego browaru. Nawet jeśli piwo zostało przez ogół przyjęte entuzjastycznie, krytyczna opinia z dobrze przedstawionymi argumentami powinna dać do myślenia producentowi. Poza tym trzeba pokazać, że w przypadku słabszych wypustów ktoś tutaj trzyma rękę na pulsie. Dłuższy spadek formy powinien być wypunktowany. Trzeba mieć też na uwadze, że polska rewolucja piwna trwa 4-5 lat. To bardzo krótko, biorąc pod uwagę USA. Nie powinniśmy mieć też mega wygórowanych oczekiwań.

Ten tekst napisałem dzień po tym, jak spotkałem się na mieście z grupką znajomych. Za racji tego że byłem kierowcą, zbytnio nie interesował mnie wybór knajpy. Biorąc niewielki łyk koncernowego eurolagera, pomyślałem tylko „Kurcze, jaka ta polska piwna rewolucja jest wspaniała”. Choć nie idealna, to jednak wspaniała.