Nie masz prawa mówić o stylu piwa, jeśli nie piłeś jego ikony! [FELIETON]

Ikony1

Czy dopiero po wypiciu ikony danego stylu piwa możemy wypowiadać się na jego temat? Dlaczego tak? A może dlaczego nie?

Niedawno podczas jednej z rozmów, gdzie ktoś wypytywał mnie o piwo, na koniec usłyszałem takie zdanie: „Tyle wiesz o tych stylach, a pewnie większości z nich nie próbowałeś”. W tym momencie poczułem się jak Matt Damon przy Robinie Williamsie w „Buntowniku z wyboru”. To tam pada wypowiedź: „Michał Anioł –  dużo o nim wiesz: dzieło życia, poglądy polityczne, relacje z papieżem, orientacja seksualna. Ale nie możesz mi opisać zapachu Kaplicy Sykstyńskiej. Nigdy nie stałeś tam i nie patrzyłeś na to piękne sklepienie”. Mój rozmówca miał rację i wprawił mnie w konsternację.

Szczerze przyznaję, że nie próbowałem większości stylów piwnych. Sprawa wygląda jeszcze gorzej w momencie, gdy pod uwagę weźmiemy picie ikon – czy jak kto woli – pionierów stylu. Nie ukrywam, że sporo gatunków piwa znam poprzez ich interpretacje dokonane przez polskie browary rzemieślnicze. Czy to oznacza, że nie powinienem się wypowiadać, bo nie smakowałem oryginału lub nawet w ogóle nie poznałem na własnym języku danego stylu piwa? Moim zdaniem jest inaczej.

Teoria czy praktyka?

Tutaj dochodzimy do odwiecznych dyskusji, co jest ważniejsze – teoria czy praktyka. Sam jestem nawet bardziej zwolennikiem tej drugiej. Jednak – bez teorii praktyka nie da nam pełnego obrazu sytuacji. Odwrotnie – z teorią bez praktyki daleko nie zajedziemy. Na szczęście w przypadku piwa sprawa nie jest tak jednoznaczna.

Przez lata polscy miłośnicy dobrego piwa mieli bardzo ograniczony dostęp do innych stylów niż jasny lager. Czasem trafiały się portery bałtyckie. Natomiast ciężko było znaleźć nawet piwo pszeniczne. Na polskim rynku próżno było szukać czegoś więcej. Import zagranicznych trunków również nie stał na najwyższym poziomie. Mimo tego jakoś ludzie sobie radzili. Jak? Wszystko dzięki piwowarstwu domowemu.

Warzenie w domu pomaga

Warząc w domu, ludzie mogli tworzyć przeróżne rzeczy, dostęp do internetu powodował, że bez większych problemów można było „podpatrzyć” receptury od piwowarów z całego świata. Zaczytując się w uwagi dotyczące surowców, temperatury fermentacji, można było stworzyć własne piwo, mieszczące się w ramach danego stylu. Czy w tym momencie możemy już zabrać głos na temat gatunku? A dlaczego niby nie?

Załóżmy jednak, że ktoś nie jest piwowarem domowym. Nie wie, że pewne rzeczy są wytyczną stylu z powodu jakiegoś mniejszego procesu produkcyjnego. Aczkolwiek pił już coś bardzo podobnego, a na temat obecnie próbowanego piwa przeczytał podstawowe informacje. Czy nie ma prawa powiedzieć, co mu nie pasuje, co go pozytywnie zaskoczyło, w końcu – zasugerować, że piwo może dobrze oddawać obraz danego stylu?

Pewne obeznanie trzeba mieć

Owszem, żeby wypowiadać się o pewnych rzeczach, powinno się mieć jakąś wiedzę na ich temat. I nie są to raczej mądrości uzyskane pod sklepem. Tyle osób chce dyskutować o polityce, ekonomii – ile z nich dysponuje wystarczającą wiedzą na te tematy? Czy nie mamy wśród swojej rodziny krewnych, którzy na imieninach cioci po kilku głębszych przedstawiają nam cudowny sposób na uzdrowienie gospodarczej sytuacji kraju?

Jakiś poziom wiedzy trzeba posiadać, żeby zabierać głos. W przypadku piwa, ta wiedza najczęściej jest nabywana wraz z praktyką, organoleptycznie. Uważam jednak, że zupełnie wystarczającą rzeczą, by móc się wypowiadać o stylach piwa, jest ogólne obeznanie. Czyli co? Wypicie kilku przedstawicieli bardzo różnych gatunków, które pokazują jak zaskakujące efekty można uzyskać w piwie. Dzięki temu jest się już w stanie scharakteryzować różnice między stylami na zasadzie – tu mamy większą czekoladowość, tam większą pełnię, ale mniejszą goryczkę.

Gatunki muzyczne analogią dla stylu piwa

Podobnie jest choćby z muzyką. Nie musimy słuchać najważniejszych, przełomowych albumów, które najbardziej wpływały na dany gatunek. Dzięki obyciu z muzyką na co dzień, wybierając losową płytę, możemy już scharakteryzować – niekoniecznie jakoś bardzo dokładnie – gatunek do którego się odnosi. Tempo, rytm, udział żywych instrumentów, budowę utworów.

Sama teoria również jest ważna. Co prawda może coś z góry narzucać i od razu w pitym piwie będziemy się tego doszukiwać, a nawet wmawiać poprzez autosugestię. Dlatego twierdzę, że tylko teoria idąca w parze z praktyką pozwala w pełni poznać bogactwo piwa, jak i również cechy charakterystyczne. To ile praktyki, a ile teorii, jest sprawą indywidualną. Pamiętajmy, nikt nie wie tego lepiej od nas samych.

Categories: Opinie

Każdy powinien to poznać! „Albo inaczej” [RECENZJA] » « Piwa symbole – EB i grodziskie. Co symbolizują?

4 Comments

  1. No tak, ale odnosząc się do przykładu muzycznego – jeżeli ktoś nie zna klasyki danego gatunku, może usłyszeć coś co bardzo mu się spodoba nazywając to „odkrywczym” i „nowatorskim”, a nie mając pojęcia, że skomponował i już kiedyś wykonał coś bardzo podobnego zespół sprzed 30 lat. Pierwszy problem pojawia się więc w ocenie innowacyjności i odkrywczości danego podejścia.

    To jest też dość charakterystyczny aspekt odnośnie tego co odbiorca o piwie może powiedzieć. Jeżeli to jego pierwsze piwo w stylu to pewnie wymieni jakieś jego najważniejsze cechy, bo to one zwrócą jego uwagę w najwyższym stopniu. Jeżeli jednak będzie to któreś kolejne, to zacznie zwracać uwagę na niuanse, będzie potrafił ocenić piwo właśnie w ramach stylu w jakim jest ono zadeklarowane.

    Dlatego tekst ten odnosi się do zagadnienia oceny piwa w ramach stylu. Jeżeli chcesz oceniać styl piwa, to jednak dobrze byłoby znać kilku jego przedstawicieli albo/też „ikony stylu”. Jeżeli jest to pierwsze piwo w tym stylu z jakim masz do czynienia, to można oceniać wg wytycznych, jednak ostrożnie szafowałbym wtedy stwierdzeniami, że piwo jest „świetnym przedstawicielem stylu” albo „zupełnie odstaje od ram stylu”.

    • Adrian Ogłoza

      13 maja 2015 — 16:13

      W swoim tekście bardziej podjąłem próbę odpowiedzi na pytanie: „Czy można wypowiadać się na temat stylu, pijąc pierwszy raz jakiegoś jego przedstawiciela?”. Uważam, że można, ale nie zawsze. To zależy właśnie od stylu i od naszego doświadczenia, jak i suchej teorii. Jeśli ktoś wcześniej pił AIPA, a teraz dopiero pierwszy raz sięga po APA, myślę, że bez problemu może wypowiadać się na temat tego piwa pod kątem wytycznych stylu. Np. w przypadku kwachów nie jest już to takie oczywiste. Dysponując jednak samą wiedzą, jak powinien wyglądać styl, często możemy w jakimś stopniu ocenić, czy piwo dobrze wpisuje się w jego ramy. Natomiast wówczas byłbym daleki od tworzenia jakichś – w zamyśle – bardzo opiniotwórczych wypowiedzi,które mogą dotrzeć do wielu ludzi.

      Co do muzyki – innowacyjność a cechy charakterystyczne gatunku to dwie różne sprawy. Ktoś słucha pierwsze raz albumu z nowego dla niego gatunku muzyki. Jeśli nazwie go nowatorskim, to jest to niedorzeczne. Skąd on to może wiedzieć? Ale jeśli wyłapie coś, co odróżnia ten gatunek od innych przez niego słuchanych, uznając to za cechy charakterystyczne, nie ma żadnego problemu. Z czasem sam będzie mógł to zweryfikować.

  2. Ja, jako pospolity piwopijca, mogę gadać o pitych piwach co mi slina na język przyniesie. Mam głęboko w poważaniu piwne style i ich znajomość jest mi potrzebna tylko w momencie zakupu dla orientacji, czy dany trunek może mi smakować. Picie „ikon” czy piw kanonicznych w danym stylu może spowodować u mnie jedynie frustrację i zniesmaczenie wciąż niedostateczną jakością dostępnych na krajowym rynku piw. Po cholerę mi to! Po wypiciu Export stout London 1890 od Kernela żaden krajowy FES mi nie smakuje :( Jak coś fajnego dorwę, oczywiście wyżłopię, ale na siłę i za ostatni grosz zdobywał nie będę. Dla Ciebie mam złą wiadomość – jesteś PIWNYM BLOGEREM i powinieneś mieć obskoczone pierwsze 10 pozycji z RB w KAŻDYM stylu 😉

    • Adrian Ogłoza

      14 maja 2015 — 19:52

      Hehe :-) Podejrzewam, że ostatnie zdanie napisałeś nieco żartobliwie i nawet się uśmiechnąłem. Jednak napiszę dla jasności – piwny bloger to nie zawsze znaczy to samo. Niektórzy się skupiają wyłącznie na degustacjach na swoim blogu, w porządku. Ja natomiast bardzo rzadko to robię, jeśli już to wpis na temat danego piwa jest bardziej takim zapoznaniem ze stylem czy okolicznościami warzenia (Grand Champion, w ogóle współpraca z piwowarami domowymi). Nie jest to wypisz-wymaluj stricte degustacji z wypunktowaniem wszystkich wad. Raz – dlatego, że nie czuję się na siłach, by tak za każdym razem robić. Dwa – to chyba nie o to chodzi w moim przypadku, gdyż bardzo szybko znudziłoby mnie to. Wolę się skupić na innych rzeczach – piwowarstwie domowym, jakiejś tam analizie rynku piwa, felietonach jak ten. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że w moim piwnym hobby samo picie piwa jest gdzieś na trzecim-czwartym miejscu.

      Co do tematu, zgadzam się w dużej mierze z Tobą, ale podział na style jest dla mnie ważny. Pozwala się zorientować co do oczekiwań. Sam to zresztą zauważyłeś. Czasami mówienie czegoś o piwie bez znajomości stylu (chodzi mi już nawet nie o praktykę, ale o czystą teorię) nie jest żadnym problemem. Ale w niektórych przypadkach problem już jest. Dajmy na to ktoś weźmie lambika i będzie narzekał, że dali mu zepsute piwo. Tutaj już wiedza jakaś jest potrzebna.

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Copyright © 2019 Piwny Rap

Theme by Anders NorenUp ↑

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress