Źródło: fakenszit.eu

Źródło: fakenszit.eu

Nawet świetne piwa mogą smakować podle, gdy znajdą się w pobliżu chamstwa.

Tyle rzeczy mówi się o kulturze picia piwa. O doborze szkła, o zasadach nalewania, o łączeniu trunku z jedzeniem. Szkoda, że łączenie piwa z kulturą osobistą strasznie kuleje. Przyrównując to do historii tego napoju, w tej kwestii jesteśmy 100 lat przed dniem, kiedy pierwszy raz użyto chmielu do jego produkcji.

Jeszcze do niedawna myślałem, że takiego zjawiska hejtingu jaki istniał w środowisku hip-hopowym, nie da się już przeskoczyć. Młody jestem i strasznie się myliłem. Okazało się, że opinie o wykonawcach typu „raper X>gówno>gówno rapera Y>raper Y” to tak naprawdę pikuś, niewinny żarcik. Może i gimbusów (zarówno tych metrykalnych, jak i mentalnych) słuchających rapu jest mnóstwo, ale w wielu przypadkach wystarczy trochę dobrej woli, aby uświadomić im pewne sprawy. I co najważniejsze – praktycznie każda osoba z długim stażem w osłuchaniu się z tym gatunkiem muzycznych to osoba niezwykle otwarta.

Krowa, która dużo muczy…

Oczywiście również i w piwnym światku znajdziemy pełno ludzi, którzy nawet zupełnie bezinteresownie dzielą się swoją wiedzą i swoim doświadczeniem. Są gotowi porozmawiać, doradzić choćby przy piwowarstwie domowym itd.. Wszystko to przy zachowaniu kultury. Jednak ta garstka ludzi, która najgłośniej szczeka, potrafi mocno zniechęcić niewtajemniczonych do zagłębiania się w świat piwnego dziedzictwa.

Źródło: tapety.joe.pl/

Źródło: tapety.joe.pl/

Rozumiem zasługi innych, nawet ich duże ego, jeśli rzeczywiście zrobili coś dobrego dla społeczności. Natomiast nigdzie nie jest napisane, że osiągnięcia dają człowiekowi prawo do chamstwa. W Biblii tak jest? W Koranie? A może jednak w poradniku internetowego trolla? Chyba że.

Niedorzeczne jest również obnoszenie się ze swoim stażem i przez to uważanie się za lepszych. „Piję dobre piwo od 1992”. A ja w 1992 się urodziłem. I świetnie mi z tym.

Elita

Piwna społeczność wydaje się być tak hermetyczna, że każda nowa osoba, która chce do niej dołączyć, jest niemalże uważana za wroga, za największego szkodnika. To taka gildia osób, które chcą być elitarne. Tak jakby wzrost rynku piwa rzemieślniczego był czymś potwornym, bo to szkodzi ich elitarności i podbudowywaniu własnego ego. No bo jak to, sąsiad z dołu pije Pintę? Jak to tak? Ten Janusz cały dzień śmigający w klapkach? Pewnie to i tak zapatrzony w Kopyra, średnio inteligentny szpaner.

Żeby wejść w ten piwny świat, należy być uodpornionym na durną krytykę. Gdy już chce się robić coś aktywnie dla tego środowiska, trzeba nabrać sporo dystansu do siebie. Bo znajdą się tacy, co wywloką jakąś rzecz o marginalnym znaczeniu i będą o błahostkę ciągnąć dyskusję, głównie w oparciu o argumenty ad personam. Są i ludzie, którzy będą Ci narzucać swoją wizję. Prowadzisz bloga? Masz to robić tak i tak. Bierzesz się za organizację jakiegoś wydarzenia? To musi być zrobione tak i tak. Mędrcy z kosmosu.

Co w takim razie pozostaje? Robić swoje, sięgać po literaturę, gdzie hejt jest raczej nieobecny, zadawać się z tymi ludźmi, u których poziom kultury osobistej jest na wysokim poziomie. Trzymać się z dala od owych „mędrców”. Parafrazując Piłsudskiego – piwo to świetny napój, tylko ludzie… niekoniecznie świetni.