Od ponad roku mogę dumnie nazywać siebie piwowarem domowym. Dokładnie 10 sierpnia uwarzyłem swoje pierwsze piwo. Jak do tego doszło i skąd zainteresowanie tematem?

 

 

Piwo to napój towarzyszący mi od wielu lat. I mimo, że osiemnaste urodziny obchodziłem stosunkowo niedawno, bo cztery lata temu, w moim życiu obecne jest nieco dłużej. Ale to chyba nic niezwykłego.

Oczywiście przez ten szmat czasu byłem nieświadomym piwoszem. Pamiętam, że przez dłuższy okres wieczory zazwyczaj umilała mi Tatra opakowana w butelki 0,65 litra. Głównym motywem takiego wyboru piwnego była cena. No i oczywiście dostępność tylko i wyłącznie piw koncernowych.

Na szczęście to właśnie koncerny w moim przypadku strzeliły sobie w stopę. Czytając „Tyskie Vademecum Piwa” wydane przez Kompanię Piwowarską, poznałem niektóre fakty dotyczące mojego kochanego trunku. Sama książeczka została wydana już parę lat temu, jednak jakimś trafem trafiła w moje ręce dopiero w zeszłym roku. Powiedzmy sobie szczerze, nie było w niej niczego szczególnego, ale można było coś z niej skubnąć. Jako osoba mało wiedząca jeszcze o piwnym świecie, przez kilka tygodni żyłem w błędzie, myśląc że autorem tej broszury jest zmarły król popu. Dopiero później uświadomiłem sobie, że chodzi o brytyjskiego Micheala Jacksona, prawdziwego beermana.

Źródło zdjęcia: koziol.info.pl

Źródło zdjęcia: koziol.info.pl

Jedną ważną rzeczą, która szczególnie mnie zaintrygowała był krótki opis procesu produkcji piwa. Od słodowania ziarna przez warzenie do leżakowania. Zdałem sobie sprawę, że wcale nie jest to takie trudne i można to zrobić w warunkach domowych. Wtedy jeszcze nie myślałem o plastikowych fermentorach, filtratorze z oplotu czy kapslownicy. Pierwszym krokiem było wpisanie frazy „zrobienie piwa w domu”. Natrafiłem na jakąś stronę, gdzie dokładnie podano koszty domowego warzenia oraz instrukcję do tego. Chodziło o brew kit.

Śmieszy mnie dziś, że wtedy jednak obawiałem się, że wcale nie będzie łatwo. Oglądałem filmiki na youtube o piwie z brew kitu i bałem się, czy utrzymam właściwą sterylność. W końcu piwo zepsute może być bardzo niedobre. Samo stosowanie chemii w postaci choćby pirosiarczynu sodu wydawało mi się czymś z kosmosu.

Moje pierwsze piwo powstało z takiej puszki (źródło zdjęcia: www.the-home-brew-shop.co.uk)

Moje pierwsze piwo powstało z takiej puszki (źródło zdjęcia: www.the-home-brew-shop.co.uk)

Postanowiłem jednak spróbować. Zamówiłem zestaw z fermentorem, kapslownicą, kapslami, rurką fermentacyjną, kranikiem, glukozą, ballingomierzem, szczotką do butelek i oczywiście samym brew kitem. Ta anglojęzyczna nazwa oznacza zagęszczoną, nachmieloną brzeczkę piwną. Czyli tak naprawdę omija się proces zacierania słodu, filtracji i chmielenia. Rzeczy, którymi się tak bardzo dzisiaj jaram. Po zrobieniu stouta z puszki byłem bardzo dumny. Piwo bardzo mi smakowało. Po niecałym roku postanowiłem spróbować jedną z ocalałych jeszcze butelek. I wiecie co? Było wodniste, mało nachmielone i w dodatku miało jakiś dziwny drewniany posmak, a przecież nie leżakowało w beczce dębowej.

Z brew kitu zrobiłem jeszcze jedno piwo. Był to bitter. Przed podjęciem się tego zadania, zdecydowałem, że będzie to ostatnie zetknięcie się z puchą. Postanowiłem ruszyć pełną parą i zacząć przygodę z zacieraniem. Pominąłem ekstrakty słodowe, bo jakoś mnie nie interesowały. I do tej pory nie mam żadnego doświadczenia z nimi.

Pierwszym moim piwem powstałym z zacierania słodu był porter bałtycki. Na tamtą chwilę mój ulubiony styl, a i dziś będący w ścisłej czołówce. Dodam, że z 30 butelek została większość. Piję średnio co dwa miesiące jedną butelkę, by sprawdzić jak zmienił się smak i zapach. I za każdym razem jest inaczej, lepiej. Piękna rzecz.

Poza porterem jestem szczególnie dumny z pilsa – zacieranego rzecz jasna dekokcyjnie – i z grodzisza. Już robiąc piwa z brew kitu postanowiłem tworzyć swoje archiwum. I z każdej warki zostawiam sobie 3 butelki na bliżej nieokreśloną daleką przyszłość. Natomiast z pils i grodzisz były tak świetne, że nie mogłem się powstrzymać i pozostawiłem tylko po jednej sztuce.

Mój grodzisz

Mój grodzisz

Piwowarstwo wciągnęło mnie na maksa. Nie ma dnia bym w jakiś sposób nie edukował się w tym kierunku. Mam ciągle nowe pomysły, chętnie podejmuję nowe wyzwania. Tylko czasem robi mi się głupio, gdy pomyślę, że warzenie w domu miało dać mi tylko duże ilości piwa uzyskanego niskim kosztem, po to by nieco zaoszczędzić na studiach…