Jak dowalić amerykańskiego chmielu i… wygrać

Źródło: brewdog.com

Źródło: brewdog.com

Amerykański chmiel rządzi, ale jak zrobić piwo z klasą?

W kwestii sprzedażowej zastosowanie dużych ilości odmian chmielu zza Atlantyku niemal zawsze oznacza zwycięstwo. Oczywiście pod warunkiem, że całkowicie nie spartoli się roboty przy warzeniu, fermentacji i późniejszym przechowywaniu piwa. Mniejsze wady skutecznie można zatuszować wpływem amerykańskiego chmielu. Nie chodzi jednak o tworzenie piwa, które podbije rynek, będzie proste jak konstrukcja cepa lub nawet prymitywne jak polska elita polityczna. Chodzi o piwo, które ewidentnie wzbudzi zachwyt, będzie się pozytywnie wyróżniać i nie będzie kolejnym zwyczajnym AIPA.

To się sprzedaje

Fakt faktem, że AIPA i APA to style sprzedające się najlepiej wśród pijaczy piwa rzemieślniczego. Zarazem są to style, które spróbowane przez laika wywołują słowotok w postaci takiego zbitka: „Co wyście mi ku*wa dali! Przepraszam, ale muszę to powiedzieć – gorszego piwa w życiu nie piłem. Czuję się jakby ktoś perfumem mi w ryj napsikał!”. Zarazem dla osób kumających bazę (albo chociaż tak myślącym) silnie goryczkowe piwa o aromatach perfum i cytrusów jest to chleb powszedni. W sporządzanych przeze mnie raportach, wyraźnie widać że takie piwa rządzą. Pewnie gdyby nie amerykański chmiel bylibyśmy w dupie z całą tą piwną rewolucją, ale troszkę już zaczyna wiać nudą. Gdzieś w necie przeczytałem komentarz, który dotyczył problemów z powtarzalnością piwa. Brzmiał mniej więcej tak: „Najmniejszy problem z powtarzalnością ma Doctor Brew. Każde piwo  IPA”. Nie da się ukryć, że właśnie ten browar kontraktowy nie żałuje piwu chmielu i w zasadzie praktycznie każde ich wypusty to AIPA lub Black IPA czy Triple Black IPA – mimo że na etykietach możemy dostrzec wachlarz stylów. Żeby nie było – niektóre  z piw Doktorów są bardzo dobre, ale nie o to tu chodzi.

Nie jest to zresztą tylko przypadłość Doctora Brew, ale ogólnie całego rynku piw rzemieślniczych. Prawdziwym  hipsterstwem i kontrrewolucją byłoby założenie małego browaru, który jasno postawiłby za swój cel warzenie tradycyjnych piw, bez grama amerykańskiego chmielu. Niektórzy z rzemieślników mają swoje serie  takich piw – jak choćby Alebrowar i jego Ortodox lub ostatnio Kraftwerk z trunkami zza naszej zachodniej granicy. Jednakże nie da się ukryć, że to tylko takie rozszerzenie portfolio, a największe zyski uzyskuje się na piwach względnie lekkich, sesyjnych i z chmielem ze Stanów.

Wyczucie

Browary próbują marketingowo pokazać przy każdej premierze, że tworzą coś nowego. Opisują swoje piwo coraz bardziej wymyślnymi nazwami stylu, a w butelce dostajemy kolejne AIPA. Na szczęście zdarza się niebanalne połączenie tego, co chce rynek – silnego nachmielenia – z wdziękiem podrasowanego stylu.  Mamy American weizena – czyli połączenie tradycyjnego niemieckiego piwa pszenicznego z dosadnym dodatkiem nowofalowego chmielu. Mamy White IPA – romans belgijskiego witbiera i American IPA. Takich mariaży jest mnóstwo. Od czego zależy ich sukces? Przede wszystkim od wyważenia. Jeśli dostaję weizena, oczekuję nut goździka i banana – cytrusy powinny tylko tę kompozycję uzupełniać, w żadnym razie dominować. Podobnie z wspomnianym White IPA  (choć tu można sobie pozwolić na większą „amerykańskość”).

Wzorowy przykład

Nie piszę tego tak bez kozery. W ostatni weekend piłem po raz pierwszy White IPA z Browaru Artezan, który jeszcze nigdy mnie nie zawiódł. Piwo było bardzo dobre. Złączono w jedną całość rewolucyjne podejście z poszanowaniem dla macierzystego stylu (witbier). Zdecydowanie czuć, że nie jest  to farbowany lis, tylko coś więcej niż AIPA. No klasa. Takie przemyślenia naszły mnie przy konsumpcji tego piwa. Pewnie gdybym był Eldo zakończyłbym ten wpis wersem: „Powiedz jak to jest, że przez jedno piwo powstał cały tekst?”. Jestem jednak blogerem piwnym  i  po prostu wyjdę na piwo. Wam też radzę to zrobić.

IMG_1596

Categories: Opinie

Piwo nie potrzebuje ideologii » « RIS kontra porter bałtycki

2 Comments

  1. Fajny tekst. Niestety, kupując piwo w lokalu i zastrzegając, że nie lubię piwa „o aromatach perfum”, zazwyczaj dostaje piwo o takim smaku, będącym mniej lub więcej wyczuwalnym.
    Wymyślne nazwy nowych piw i browarów nie mówią mi nic, a czy jest w tych piwach amerykański chmiel obsługa zazwyczaj nie wie. Brakuje mi we Wrocławiu knajp z lanym piwem belgijskim, lub angielskim ale (nie lubię stout), a jest dużo nowych z aipa.
    Pozdrawiam i życzę wielu piw rzemieślniczych bez amerykańskiego chmielu

    • Adrian Ogłoza

      27 stycznia 2016 — 20:44

      Jeśli obsługa nie wie, czy do produkcji danego piwa użyto amerykańskiego chmielu, to nie jest dobrze :-) Myślę jednak, że na polskim rynku powstaje coraz więcej piw, które nie bazują na chmielu z USA, Australii czy Nowej Zelandii. Szczególnie teraz wyszło sporo bardziej złożonych trunków.

      Pozdrawiam i życzę przede wszystkim dobrego piwa!

Dodaj komentarz

Your email address will not be published.

*

Copyright © 2019 Piwny Rap

Theme by Anders NorenUp ↑

Facebook

Get the Facebook Likebox Slider Pro for WordPress