IMG_0613

Czy wakacje w kraju powierzchniowo mniejszym niż województwo łódzkie oraz ludnościowo mniejszym niż Łódź mogą być niesamowite? Zapraszam do relacji z Czarnogóry.

Gdy już przejdziemy pierwszy szok, że Czarnogóra jest taka mało, czeka nas kolejny. Trochę w myśl słynnego cytatu Hitchcocka „Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć”. Okazuje się bowiem, że w kraju, który nie należy do Unii Europejskiej, obowiązującą walutą jest euro. Dziwne, prawda? To dopiero początek, o czym za moment. Witajcie w Czarnogórze!

Wracając do kwestii walutowych – w tym państwie praktycznie nie ma kantorów! Ostrzegają o tym wcześniej biura podróży i rzeczywiście tak jest. Nie widziałem żadnego, mimo że zwiedziłem ten kraj wzdłuż i wszerz, nocą i w dzień, zupełnie trzeźwy i trochę na bani. Trzeba również tutaj uważać na wydawane pieniądze w sklepach. W obrocie wciąż znajdują się dinary serbskie, o czym moja znajoma przekonała się dwukrotnie. Przy kursie 1 dinar serbski = 0,01 euro trochę to boli.

Ceny w Czarnogórze

Ceny są w większości przypadków niestety wyższe niż w Polsce. I to nie tylko na turystycznym wybrzeżu, ale również w głębi kraju. Najtańszy półkilogramowy bochenek chleba to koszt 70 eurocentów (przy obecnym kursie jest to jakieś 3 złote) i nie można po nim oczekiwać cudów. Kolejny przykład ze zwykłej spożywki – mleko – kosztuje około euro za litr.

Ile kosztuje alkohol? Jak można się domyślić, w tak nasłonecznionym regionie, najlepiej produkuje się wino. I rzeczywiście jest ono bardzo tanie. Obowiązkowy punkt pobytu w Montenegro to spróbowanie Vranaca, którego można kupić już za około 2 euro. Sprzedawany jest w litrowych, kapslowanych butelkach. Dlatego nie trzeba się martwić, że brakło miejsca w walizce na korkociąg, bo akurat twoja kobieta po kryjomu wrzuciła ci prostownicę do włosów. Wśród piw nie ma zbyt dużego wyboru, obowiązkowo trzeba spróbować rakiji, w sklepach bez problemu znajdziecie absynt. Równie bez problemu wypijecie go wieczorem na plaży. Na pytanie „Jak duży mandat grozi za picie alkoholu na plaży?” rezydent naszej wycieczki odpowiedział „Jesteście poza Unią Europejską, macie kilkanaście dni wolności przed sobą. Mandatu na plaży nie dostaniecie”. Jak potem jeszcze dopytaliśmy, za picie w centrum miasta na ulicy też nic nie grozi, więc luz.

Po pewnym czasie pojawiło się pytanie – po co w tym kraju policja? Alkohol można pić w miejscach publicznych, żadnych rozrób tam się nie spotyka, a ogólnie przyjęte jest, że kierowca na ulicy może wszystko. Tutaj trzeba mieć oczy dookoła głowy nawet jak przechodzi się na zielonym świetle. Po powrocie do Polski, od razu zaczyna się doceniać naszą kulturę jazdy. Wracając do meritum, jedyne aktywności policyjne, jakie widzieliśmy, to wycieczki po hamburgery oraz siedzenie na murku obok przy atrakcyjnych turystkach. Niestety akurat tutaj podryw na mundur się nie udał. Współczuję uśmiechającemu się policjantowi do dziś. W kwestii umundurowania nie ma jakichś standardów, ciężko było ujrzeć tak samo ubranych przedstawicieli służby porządkowej. Analogicznie ma się kwestia radiowozów – każdy wygląda inaczej.

Czarnogórski luz

Polak przyjeżdżający do Czarnogóry może dostać szoku mentalnego. Najlepszy tego przykład można ujrzeć podczas zakupów w supermarketach, również w takich które moglibyśmy nazwać dyskontami. Jeśli myślisz, że doświadczysz tutaj nerwówki, nie mogąc nadążyć z pakowaniem produktów, które przechodzą błyskawicznie przez dłonie kasjerki, jesteś w olbrzymim błędzie. Tutaj podchodzisz na luzaku do kasy, osoba tam cię obsługująca szczerze się uśmiechnie, zapyta skąd jesteś, po czym powie niezdarnie kilka słów w twoim języku. Nie myśl o wykładaniu towaru na taśmę. Stawiasz koszyk pełen zakupów (jeśli cię stać, bo ceny są dość wysokie, chyba że kupujesz wino) i czekasz. Kasjer ze spokojem wyjmie sobie pojedynczo produkty, przejedzie skanerem i zapakuje do torebek jednorazowych. Torebek, nie torebki. Średnio do jednej z nich idą trzy produkty. Co więcej, w niektórych sklepach w godzinach szczytu dedykowani są pracownicy tylko i wyłącznie do pakowania zakupów dla klientów.

Nie globalizacji

Sklepy to również przykład na to, że globalizacja nie wszędzie postępuje tak intensywnie jak choćby w Polsce. Na próżno szukać tutaj Tesco, Carrefoura. Tymczasem wystarczy przekroczyć granicę z Chorwacją, aby szybko znaleźć te sieciówki. Jeśli nie możesz obyć się bez jedzenia w McDonaldzie, nie przyjeżdżaj do Czarnogóry! Nie ma tutaj tego fast foodu. Chociaż podobno jego sezonowy lokal działał w latach 2004-2007 w Budvie, która jest największym turystycznym miastem tego kraju. Jednak potem nie wrócono już do tego pomysłu z braku odpowiedniej lokalizacji.

Jedzenie w Czarnogórze

Nie oznacza to jednak, że fast food w Montenegro nie istnieje. Na promenadzie we wspomnianej Budvie królują budki z pizzą sprzedawaną na kawałki. Standardowa cena za jeden to 1,5 euro i jest to naprawdę dobra inwestycja. Ogólnie jedzenie w Czarnogórze jest bardzo dobre, a porcje dość duże, choć wcześniej informowano nas, że są ogroooomne. Tak jednak nie jest i wraz z kolegą mieliśmy momenty, kiedy z restauracji wychodziliśmy nienajedzeni, ale to wynika głównie z faktu, że obaj lubimy solidnie zjeść. Mieszkaliśmy w Budvie i tutaj szczerze mogę polecić jadłodajnie o nazwie „Parma”, gdzie spróbować można lokalnych specjałów i poczuć leniwą atmosferę typową dla Czarnogórców. Nasz ulubiony kelner ni w ząb nie rozumiał angielskiego, ale rozmowy polsko-serbskie (niby jest wydzielony język czarnogórski, ale czym on się różni od serbskiego i kto tam naprawdę go używa?) dostarczały nam mnóstwo śmiechu. Zawsze od niego dostawaliśmy gratisy, czyli starter przed daniem głównym oraz deser po. Jeśli ktoś myśli, że na czarnogórskich stołach królują sałatki i owoce morza, bo to w końcu basen Morza Śródziemnego, myli się niezmiernie. Tutaj rządzi tłuste mięcho – wołowina, wieprzowina. Dużo sprzedaje się rodzimym burgerów, nazywanych tutaj „pljeskavica”. Przebojem, który należy spróbować jest „Sen dziewicy”. Niestety nie pamiętam oryginalnej nazwy. Jest to wielki de volaille, którego nazwę najlepiej wytłumaczy zdjęcie poniżej.

IMG_0685

Piękne krajobrazy

Czarnogóra jest krajem bardzo czystym, jedynie w miejscach wybitnie narażonym na turystów spotkamy się z większym zaśmieceniem. Wybrzeże jest piękne, zarówno pod względem krajobrazów, jak również pod kątem architektury. Warto wybrać się w całodniowy rejs po Boce Kotorskiej, której błędnie przypisuje się bycie fiordem, choć i tak wygląda niesamowicie. Także miejscowości leżące nad zatoką prezentują się okazale. Herceg Novi nazywane jest miastem schodów, gdyż żeby dostać się z portu do starego miasta należy pokonać ich trochę. Pięknie wygląda Kotor, otoczony murem, którego grubość sięga w niektórych miejscach kilkunastu metrów. Do tego góry na jego tyłach wydają się jeszcze bardziej malownicze niż w innych częściach wybrzeża.

IMG_0239

IMG_0300

Jednakże najpiękniejsze widoki Czarnogóry można podziwiać zwiedzając kaniony rzek Tary oraz Moračy. W przypadku tej pierwsze mamy do czynienia z najgłębszym kanionem w Europie oraz jednym z najgłębszych na świecie. Niektórzy uważają, że tylko Wielki Kanion w USA go wyprzedza. Obowiązkowym punktem wyprawy jest Most Đurđevića na Tarze. Zagrał on w filmie „Komandosi z Navarony” z 1978 roku. Te tereny były wykorzystywane przy kręceniu europejskich westernów z uwagi na podobieństwo do Gór Skalistych.

IMG_0613

IMG_0597

IMG_20160718_174130

Wybrzeże piękne, kaniony niesamowite, a jak wygląda stolica kraju – Podgorica? No cóż, tutaj niestety jest po prostu brzydko. Sam przewodnik, z którym wybraliśmy się na kaniony, stwierdził, że zwiedzanie Podgoricy to strata czasu. Dlaczego to miasto jest stolicą kraju, liczącą ponad 120 tysięcy mieszkańców, czyli 20% populacji Czarnogóry? Wynika to z równinnego terenu, co pomaga choćby w uprawie winorośli i późniejszej produkcji wina na szeroką skalę.

IMG_0669

Plaże w Czarnogórze są w większości żwirowe, zdarzają się typowo kamieniste, piaskowe zdarzają się rzadko. Aczkolwiek to właśnie na plaży kamienistej wypoczywało się nam najlepiej. Była ona umiejscowiona na wyspie Świętego Mikołaja, która znajduje się kilometr od Budvy, skąd kursują statki co pół godziny. Bilet w obie strony kosztuje 3 euro. Inna nazwa tej wyspy to Hawaje, co wywoływało na nas ambiwalentne uczucia. Fakt, w naszych wyobrażeniach Hawaje wyglądają podobnie, ale jednak Czarnogórcy powinni skupić się na budowaniu własnej marki. Zresztą plaże miejskie na terenie Budvy też nosiły nazwy kojarzące się z innymi sławnymi kurortami z drugiej półkuli – Miami, Jamajka.

IMG_0145

Nie wszystko takie piękne…

Już po pierwszych dniach spędzonych w Czarnogórze nie miałem ochoty w ogóle wracać do Polski. Nie tylko z powodu różnic w pogodzie – 40 stopni w cieniu plus słońce versus 17 stopni i deszcz. Leniwa atmosfera i mili ludzie skutecznie poprawiały mi humor. Ale… No właśnie, Czarnogóra to typowe miejsce na wakacje. Praca poza turystyką to np. naprawa samochodów. Z tym, że bardzo ciężko znaleźć prawdziwego mechanika, w przypadku pierwszej poważniejszej awarii większość „specjalistów” rozkłada ręce. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja z opieką medyczną. Nawet nieco bardziej skomplikowane szycie wymaga podróży do Belgradu, czyli stolicy Serbii. Również osoby chcące studiować najczęściej wyjeżdżają do tego właśnie miasta i tam już kontynuują dorosłe życie.

Gorąco polecam wakacje w Czarnogórze, bo krajobrazy i atrakcje turystyczne na terenie tak małego państwa potrafią oszołomić. Obok siebie mamy góry i morze, co jest idealnym kompromisem w przypadku wyjazdu grupy osób o różnych preferencjach. Coraz więcej Polaków wybiera się tam, by spędzić urlop z rodziną, co słychać na plażach. Dostępny jest również szereg wycieczek z przewodnikiem mówiącym po polsku. Przy okazji można wypocząć, nie wyszczuplając za bardzo portfela.

P.S. Wpis o alkoholach w Czarnogórze pojawi się w przyszłym tygodniu.

IMG_0568 IMG_0443 IMG_0434 IMG_0288 IMG_0230