Źródło: browarkormoran.pl

Źródło: browarkormoran.pl

Porter bałtycki – nasza duma narodowa, choć nie tylko my warzymy piwa w tym stylu. Ma całkiem długą tradycję w polskim piwowarstwie. Czy powinniśmy z nim eksperymentować?

Jeszcze nie tak dawno próżno było szukać rzemieślniczych porterów bałtyckich. Powody takiego stany rzeczy są przynajmniej dwa. Pierwszy z nich to względnie duża liczba „bałtyków” z browarów regionalnych oraz z koncernów piwowarskich. Drugi to długi czas fermentacji, ale przede wszystkim leżakowania piwa w tym stylu. Kombinacja obu tych czynników sprawiała, że ciężej było zrobić wrażenie na konsumencie, a i zazwyczaj znacznie wyższa cena nie wpływała korzystnie na całościowy obraz rzemieślniczego porteru bałtyckiego. Dlatego częściej od naszego „czarnego złota” na rynku pojawiały się imperialne stouty.

Tak naprawdę pierwszym piwem nawiązującym do naszego chwalebnego stylu był Imperator Bałtycki z Pinty. Co należy podkreślić – była to wypadkowa mocnego porteru dolnej fermentacji z RIS-em. Mimo, że ten trunek okazał się rynkowym hitem i cieszył się ogromną estymą, był bardziej bezpiecznym, połowicznym rozwiązaniem. Dopiero jakiś czas później powoli inne małe browary zaczęły warzyć tradycyjne portery bałtyckie.

Natomiast do dziś na polskim rynku pojawiło się ich już całkiem sporo. Niektóre były jednorazowym strzałem, inne są warzone systematycznie, kilka razy w roku. Oprócz nich mamy też kilka nietradycyjnych trunków z rodziny „czarnego złota” dolnej fermentacji. Przede wszystkim są to piwa z dodatkiem słodu wędzonego, co wydaje się czymś w zasadzie naturalnym, przynajmniej dla mnie. Oprócz tego rodzime portery trafiają do drewnianych beczek, co dodatkowo wzbogaca ich już i tak złożony smak. Tutaj dochodzi do konfliktu konserwatystów z piwnymi liberałami. Czy należy eksperymentować z tym stylem?

Myślę, że jak najbardziej. Argumentem ku temu niech będzie, że na rynku mamy kilka wzorcowych przedstawicieli tego gatunku. Są wykonane wg tradycyjnej, liczącej ponad sto lat receptury. Reprezentują wszystko, czym porter bałtycki powinien się charakteryzować. Ta sytuacja jest zgoła inna niż w przypadku piwa grodziskiego, które większość uznaje za jedyny tylko i wyłącznie polski styl piwny. Wiadomo, że karty historii pokazują inne lokalne piwa, które były warzone na terenie Polski. Jednak to grodziskie jest dobrze udokumentowane. Ponieważ grodziskie zniknęło na wiele lat z półek sklepowych, powinniśmy przede wszystkim dążyć do jak najwierniejszego odwzorowania tego styla piwa. Nie tylko Browar w Grodzisku jest zobowiązany do realizacji tego zadania. Dobrze by było, gdyby rzemieślnicy też szli tą drogą.

Natomiast porterów bałtyckich warzonych od wielu lat jest mnóstwo. Czas najwyższy, aby zacząć z nimi eksperymentować. To pozwoli na stworzenie czegoś wyjątkowego, czegoś co mogłoby być w czołówce najlepszych piw świata w ogóle. Przy tym stylu mamy szerokie pole do popisu.

Nie bez powodu piszę o tym teraz. Jesteśmy świeżo po pierwszej edycji Święta porteru bałtyckiego – inicjatywy, o której możemy już powiedzieć, że przyjęła się całkiem nieźle. Do akcji przyłączyło się kilka browarów, które na tę okazję uwarzyły swoje interpretacje stylu. Wśród nich mamy prawdziwą bombę – Imperium Prunum z Kormorana. Jest to piwo o znacznie wyższym ekstrakcie początkowym niż górna granica porteru bałtyckiego. Użyto też Suski Sechlońskiej, specjalnej wędzonej śliwki węgierki. Piłem to piwo i rzeczywiście jest niesamowicie dobre, choć i tak nie pokazuje w pełni potencjału naszego ukochanego stylu. Dlatego eksperymentować trzeba, ale powinniśmy pamiętać, żeby nie zatracić pierwotnego charakteru porteru bałtyckiego.