Źródło: dalsgaard.eu

Źródło: dalsgaard.eu

Dwa festiwale piwne. Jedno miasto. Jeden weekend. Czy to ma sens?

Wpis jest inspirowany wydarzeniami z ostatniego weekendu, czyli organizacji w Poznaniu w tym samym czasie dwóch różnych festiwali piwnych. Były to Browar FEST oraz Beer Friends Festival. Nie mam zamiaru odwoływać się do nich bezpośrednio, gdyż na nich nie byłem. Chciałbym odnieść się jednak do problemu ogólnie. Czy organizacja dwóch festiwali piwnych w tym samym mieście i tym samym czasie aby nie mija się z celem?

Ograniczenia fizyczne

Zacznijmy od tego, że nawet największe polskie miasta (poza Warszawą) nie są szczególnie wielkimi ośrodkami urbanistycznymi. Tylko nasza stolica jest oceniana jako metropolia rzędu europejskiego. Poznań, Kraków, Wrocław, Łódź i chyba Gdańsk uznaje się za metropolie regionalne. W takich miejscach dwa podobne wydarzenia dziejące się w tym samym momencie z dużym prawdopodobieństwem będą ograniczać się nawzajem. Głównie pod względem klientów i ich pieniędzy, które można zostawić na stoiskach wystawców. Ma to szczególne znaczenie w przypadku branży spożywczej, a już w ogóle związanej z alkoholem. Ilość wypitych piw przez pojedynczego człowieka podczas jednego weekendu nie jest nieograniczona. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że nie chodzi o PIWO, które przecież pije każdy, a o PIWO RZEMIEŚLNICZE, które jest niszą, sytuacja robi się coraz bardziej nieciekawa dla organizatorów obu wydarzeń. Oby nie kończyło się to walką na noże.

Są i plusy…

Taki stan rzeczy ma jednak swoje plusy. Miasto cieszy się większą atrakcyjnością dla turystów. Przez weekend można udać się w oba miejsca. Jeśli komuś nie spodoba się jedno, mimo że przyjechał właśnie dla niego, nie musi pluć sobie w twarz i kląć z powodu zepsutego wyjazdu. Ma alternatywę, może iść na drugą imprezę. Dwa wydarzenia tego samego dnia to taka wersja dla osób, które nie chcą ryzykować.

Źródło: gettaphunter.com

Źródło: gettaphunter.com

Odpowiednie podejście

Można podejść do problemu inaczej. Z otwartymi ramionami. Wyjść z propozycją współpracy do swojego konkurenta. Jest to z pewnością niełatwe, może być wręcz prawie niewykonalne. Jednak warto się zastanowić, czy nasz konkurent rzeczywiście konkurentem jest. Tak naprawdę do pewnego momentu obie strony działają w tym samym imieniu, mają wspólne cele. Zainteresowanie zwykłych ludzi tematyką piwną to jeden z nich. Pokazanie im piwnych specjałów z małych browarów to kolejny. Na takich zasadach współpracują przecież polscy rzemieślnicy. Efekt synergii i związane z nim wzajemne przepływu informacji w kierunku odbiorców to wymierne korzyści marketingowe. Dopiero na samym końcu obaj organizatorzy mogą stać się rzeczywistą konkurencją.

Najgorszym z możliwych scenariuszy jest agresywna, nieuczciwa walka. Skutkuje to antagonizowaniem zwolenników jednej imprezy przeciwko wielbicielom drugiej. Tak na pewno nie można działać. Skoro piwo ma właściwości zbliżające ludzi, relaksuje, nie może nas skłócać i dzielić. Niech to będzie kultura podparta silnymi fundamentami, a nie krótkotrwałe zjawisko. Organizatorzy powinni mieć to na uwadze.