Źródło: bbc.com

Źródło: bbc.com

… niosło za bardzo!

Na stronie internetowej Gazety Prawnej pojawił się artykuł o proponowanych rozwiązaniach w polityce antyalkoholowej. W oczy natychmiast rzuca się szczególnie chęć wprowadzenia minimalnej ceny na wyroby alkoholowe. Normalnie głupota jakich mało.

Przecież to oczywiste, że jak ceny piwa, wódki i wina oraz wszystkich innych wynalazków pójdą zdecydowanie w górę, problem alkoholizmu znacznie się zmniejszy. Tak przynajmniej twierdzi wiceminister zdrowia Igor Radziewicz-Winnicki i osoby z nim związane. Nie ma w tym (nomen omen) za grosz prawdy! Proszę, aby wszyscy zwolennicy wprowadzenia minimalnej – zaznaczmy, że znacznie wyższej niż obecnie średnia rynkowa – ceny alkoholu, przeczytali choćby jedną książkę ekonomiczną. Może z niej w końcu dowiedzą się, że tak narzucone obostrzenia rynkowe spowodują jedynie wzrost szarej strefy. Nawet już podpowiem, że chodzi o krzywą Laffera. Dotyczy ona wzrosty podatków, ale w omawianym przypadku jest ona analogiczna.

Źródło: wikipedia.org

Źródło: wikipedia.org

Pal licho na razie piwo o cenie minimalnej powyżej 4 zł. Spójrzmy na wódkę. Znacznie więcej niż 30 zł za pół litra! Podczas gdy obecnie normalnie bez problemu da się kupić flaszkę za nie więcej niż 20 zeta. Już widzę te nagłówki: „Kolejna ofiara trefnego alkoholu”. Takie restrykcje skutkują właśnie powstawaniem nielegalnych wytwórni spirytusu i kolejnych melin.

Skąd w ogóle wzięły się tak ustalone ceny? Uznano, że cena minimalna będzie zależeć od ilości czystego alkoholu w trunku. Podano przelicznik 2 zł za 10 gramów etanolu. Pół litra 5% piwa ma 25 ml tego alkoholu, czyli ok. 20 gramów, zatem wg tego przelicznika cena wyniosłaby 4 zł. Półlitrowa flaszka 40% wódki ma w sumie 200 ml etanolu (ok. 160 gramów), co równa się cenie 32 zł!

To przypomina czasy prohibicji w Stanach Zjednoczonych, bo de facto taki wzrost cen skutkuje wywróceniem rynku do góry nogami. Czy w USA się to sprawdziło? Oczywiście, że nie! Także decydenci mają braki nie tylko z ekonomii, ale również z historii! Jednak przypomnę, w czasie prohibicji wzrosły jedynie wpływy gangów, liczba alkoholików nie zmalała. Tak na marginesie jeszcze – zamknięto browary, a większość z nich już po zakończenie tego bzdurnego rozwiązania nigdy się nie podniosła.

Co da to idiotyczne rozwiązanie ceny minimalnej dla alkoholu? Wzrost szarej strefy, przez to niższe wpływy do budżetu i więcej przypadków zgonów, z powodu trefnej wódy. W kwestii samego piwa, najbardziej ucierpią te browary, które produkowały dla dyskontów, pod ich marką własną. Kto kupi piwo z dyskontu za 5 zł? Koncerny tak po dupie nie dostaną. Zastanawiam się nawet, czy te „grupy piwowarskie” (jak to się ładnie określa) nie lobbowały za cenami minimalnymi. Choćby po wywiadzie z pewną panią u Kopyra widać, że koncernów najbardziej boli piwo dyskontowe. I tak jest też w całej Europie. Korporacje, wydając mnóstwo pieniędzy na marketing, jakoś poradzą sobie z wzrostem cen. Zmniejszą też zawartość alkoholu w piwie, co wpłynie na relatywnie niższą wysokość ceny. To jest przecież zgodne z ich polityką – tworzenie lżejszych piw oraz dążenie do wzrostu wartości sprzedaży.

Pewnie też rynek zaleją wówczas paskudne piwa smakowe, o bardzo niskim poziomie alkoholu. Kolejny wielki minus. Jedyny plus jaki widzę, to potencjalny wzrost liczby piwowarów domowych. Nic poza to. Powtórzę jeszcze raz, wprowadzenie ceny minimalnej na alkohol (i to tak wysokiej) to czysty debilizm.