Nowa świecka tradycja kranoprzejęcia zawitała również do Łodzi. Sprawcą całego zamieszania był wrocławski Browar Stu Mostów. Jak było? Jak wrażenia? Zapraszam do czytania.

Właściwie oficjalnie użyto nowego pojęcia, jakim jest „kranobranie”. Nazwa również ciekawa, myślę, że spokojnie można jej używać zamiennie z „kranoprzejęciem”. Do tej pory jedynym takim wydarzeniem, na którym miałem okazję się pojawić, była wizyta Pracowni Piwa w warszawskiej Jednej Trzeciej. Ten lokal jest bardzo mały, a chętnych do wypicia piw z Pracowni było od groma. Aż takiego tłoku nie oczekiwałem w Piwotece, choć myślałem, że także będzie dość ciasno. Rzeczywistość okazała się być inna, nie było specjalnej różnicy w porównaniu do zwykłego piątku. Akurat dla mnie to wielki plus, można było porozmawiać na luzie i w względnym spokoju z przedstawicielami browarów.

W Piwotece pojawił się nie tylko Browar Stu Mostów, reprezentowany przez właścicieli – Arlettę i Grzegorza oraz przez jednego z piwowarów – Mateusza Guleja. Oprócz nich był obecny Mateusz Bortel-Gogoliński z Browaru Kraftwerk, który również przywiózł swoje piwa. W planach miał pojawić się jeszcze Marcin Chmielarz, ale niestety choroba zatrzymała go w domu. Oczywiście, życzę mu szybkiego powrotu do zdrowia.

Wcześniej w ogóle nie miałem kontaktu z piwami wrocławskiego browaru. Z Kraftwerku piłem mocno krytykowanego Panzerfausta, do którego nie miałem żadnych zastrzeżeń i który nawet mi smakował. Fakt, że było to wówczas któreś piwo z kolei, do tego byłem świeżo po świetnym koncercie i w ogóle nie miałem ochoty bawić się w sensorykę. Niemniej jednak do piątkowego wydarzenia przystąpiłem bez jakichkolwiek uprzedzeń, ale i bez wielkich nadziei. Tymczasem natrafiłem na dwa świetne piwa. Ale wszystko po kolei.

Na początek wziąłem sobie American Pale Ale z Browaru Stu Mostów. Grzegorz powiedział ze śmiechem, że to najgorsze piwo od nich. Nie brałem tego na poważnie, bo naprawdę mi smakowało. Może pierwsza reakcja i stwierdzenie, że jest „na równi z Pacyfikiem”, były nieco na wyrost. Jednak było to przynajmniej dobre piwo, idealne na rozpoczęcie wieczoru.

Później postanowiłem przerzucić się na coś bardziej odjechanego. Padło na Rogatego z Kraftwerku. Tutaj już po kilku łykach miałem oczy jak pięć złotych. Piwo było wielowymiarowe. W zapachu głównie kawowość i czekolada, pierwsze akordy smakowe to znaczna, lecz przyjemna słodycz, a na końcu pikantność od papryczek. No świetne piwo, z charakterem. W końcu dodatki w postaci laktozy, ostrych papryczek i ziaren kakaowca potrafią dać wybuchowe połączenie. Przy stole ktoś powiedział, że dwóch szklanek Rogatego nie dałby rady wypić. Cóż, ja z pewnością był dał 😉

O ile poprzednie piwo swoją wyjątkowość zawdzięczało dodatkom, tego samego nie można powiedzieć o Roggenbierze z Browaru Stu Mostów. Piwo bez ekstrawagancji, a było znakomite. Z jednej strony lekkie, z drugiej treściwe. Z bardzo przyjemnymi nutami goździka i banana. Ponad 50% zasypu stanowił słód żytni, do tego użyto jeszcze słodu pszenicznego. Przy ekstrakcie 13,5°Plato to naprawdę robi wrażenie. Klasa, klasa, klasa.

W międzyczasie próbowałem jeszcze McStoutu z wędzoną herbatą Lapsang Souchong od Masona, Leśnego Dziada od Kraftwerku oraz Wheat Porter z Browaru Stu Mostów. Wszystkie bardzo mi smakowały, ale wypiłem ich tak małe ilości, że nie będę ich szerszej opisywać.

Szczególnie jestem usatysfakcjonowany rozmowami z Mateuszem Gulejem i Mateuszem z Kraftwerku. Z tym pierwszym rozmawiałem przede wszystkim na tematy piwowarskie, na przykład o grodziskim, które także chciałby uwarzyć w browarze. Przy okazji wspólnie z Grzegorzem opowiedzieli o najbliższych planach. Pod koniec miesiąca ma się pojawić nowe piwo, o którym dowiedziałem się jedynie, że „ekstrakt będzie nieco poniżej 20°P”. Specjalnie piwo jest szykowane na Beer Geek Madness, do tego jedno wybiorą fani browaru i będzie ono serwowane na Festiwalu Dobrego Piwa.

Źródło zdjęcia: Fanpage Piwoteki Narodowej

Źródło zdjęcia: Fanpage Piwoteki Narodowej

Rozmowy z Mateuszem z Kraftwerku, oprócz anegdot o polskim piwowarstwie, dotyczyły również nowych piw. Co prawda, dowiedziałem się naprawdę wielu rzeczy, jednakże nie wszystkie mogę ujawnić. Zapowiedziane już zostały: saison na polskich przyprawach, IPA z trawą cytrynową oraz imperial smoked india black ale. Możecie spodziewać się klasycznych piw z niespotykanymi dodatkami. I nie chodzi tu rzecz jasna o amerykańskie chmiele. W tym tygodniu trochę się wyjaśni. Może nawet będę miał w tym swój udział. Na pewno plany są wielkie, ciekawe i trafiają w mój gust.

Takie wydarzenia jak kranoprzejęcie/kranobranie bardzo zbliżają ludzi z pasją, w sumie przez kilka godzin gadaliśmy niemal wyłącznie o piwie. Było świetnie, choć jedna rzecz mi nie pasowała. Wśród piwnych blogerów aktywnie działałem tylko ja, brakowało mi kogoś podobnego do towarzystwa. Mam nadzieję, że to się zmieni. Na zakończenie napiszę: Bierzcie udział w piwnych imprezach, chodźcie do pubów, rozmawiajcie i pijcie dobre piwa!