dav

Ostatnio stałem się dobrodusznym człowiekiem, dlatego też postanowiłem nieco pomóc braciom w kryzysie. Wyruszyłem do Aten, aby zostawić tam trochę pieniędzy. Nowe dane makroekonomiczne oficjalnie zostaną udostępnione za jakiś czas, ale możecie uwierzyć mi na słowo – kryzysu w Grecji już nie ma.

Mówię Grecja, myślę Ateny. Akropol, agora (rzymska i grecka), świątynia Zeusa, igrzyska olimpijskie. Mój znajomy, co roku lata do tego kraju, a nigdy nie był w jego stolicy. Pewnie, lepiej nieustannie smażyć tyłek na jednej z wysp. Co roku na innej – w taki sposób będzie potrzebował jeszcze kilkunastu żyć, zanim pomyśli o odwiedzeniu Aten.

Obraz Aten w internecie

Ateny. Tyle naczytałem się złego o tym mieście. Że syf. Że niebezpiecznie. Że imigranci. Że Trzeci Świat. Że miasto jak na Bliskim Wschodzie. Że bezdomni. Że na ulicy dają sobie w żyłę. Aha. Idealne miejsce dla mnie. Gdzieś podświadomie nasuwało się porównanie do mojej kochanej Łodzi. Zły pijar fajnego miasta. Porównanie okazało się trafne.

Stolica Grecji teoretycznie liczy sobie coś koło 700 tysięcy mieszkańców. Aczkolwiek jeśli weźmiemy cały zespół miejski (tzw. Wielkie Ateny) okaże się, że aglomeracja to tak naprawdę przynajmniej 5 milionów osób. I to już wygląda imponująco, prawda? Nie sposób dostrzec granicy między poszczególnymi składowymi Wielkich Aten. Gdzie dokładnie zaczyna się Pireus? Nikt tego chyba nie wie. Tym bardziej, że do tego portowego miasta można dojechać ateńską linią metra.

Kierowcy…

Udając się do tej kolebki współczesnej cywilizacji, musimy mieć na uwadze, że trafiamy do zatłoczonego miasta. Jeśli ktoś wczuł się w klimat Bałkanów, z pewnością wie, jak tam jeżdżą kierowcy (pisałem też o tym we wpisie o Czarnogórze). To jest tragedia, której nie stworzyłby nawet Sofokles! Weźmy pod uwagę, że bałkańscy kierowcy + duży ruch uliczny = Armagedon. Jeśli jesteś pieszym, masz przerypane. Ale spokojnie, i tak najgorzej mają rowerzyści. Zresztą prawie w ogóle takich nie widziałem. Infrastruktura rowerowa to akurat grecka komedia. Jedyny odcinek DDR-ki, jaki widziałem, miał długość jakichś 300 metrów. Jednakże przechodził przez dzielnię z lokalnymi knajpkami, więc akurat na nim postawiono ogródki tychże restauracji i barów. Nieźle. Przejście na drugą stronę ulicy wiązało się z przyśpieszonym biciem serca, spoconymi dłońmi oraz głębokim wdechem i ulgą, gdy już się to udało.

Bezpańskie koty

O czym jeszcze się naczytałem przed wyjazdem do Aten? O ogromnej ilości bezpańskich kotów. To 100% prawda. Jest tych zwierzaków mnóstwo na ulicach. Wiadomo, jakie one są. I idealnie wpisują się w grecki styl życia – siga, siga (powoli, powoli). Koty znajdziemy pod samochodami, przy drzewach itd.. Okoliczni mieszkańcy chętnie je dokarmiają. Poniższe zdjęcie doskonale oddaje ateński klimat. Poobijane samochody, bezpańskie koty, śmietniki bezpośrednio przy ulicy, zaraz po wyjściu z klatki.

Podróżuj globalnie, jedz lokalnie

Nie wiem jak Wy, ale ja tam jak jestem zagranicą, lubię pomieszkać w miejscu, gdzie żyją tubylcy, a nie turyści. Nie muszę mieć luksusów, a jedynie cywilizowane warunki. W Atenach mieszkałem w świetnej dzielnicy Petralona, którą ogromnie polecam. Idąc do pobliskiej knajpy, wszyscy goście oprócz nas byli 100% Grekami. A żarcie tam było… No zajebiste. Zdjęcie niżej. Na fanpage’u wstawiłem je z podpisem „Złota zasada podróżowania: Podróżuj globalnie, jedz lokalnie. Czyli tam, gdzie tubylcy.”. Zapisz, zapamiętaj.

To, co mnie absolutnie zauroczyło, gdy bujałem się po Petralonie, to takie celebrowanie chwili. Ludzie w każdym wieku siedzą w barach do późnych godzin wieczornych, popijają tutejsze frappe, piwo. Rodzice spotykają się w środku tygodnia ze swoimi dorosłymi już dziećmi i ich partnerami. Panowie po siedemdziesiątce żartują i głośno się śmieją. Sory, ale Polacy są jednak naprawdę smutnym narodem. W zeszłą sobotę szedłem Piotrkowską po 23. Owszem, ludzi było pełno, ale wszyscy (dosłownie), których mijałem, nie skończyli jeszcze czterdziechy. Gdzie są starsi ludzie? W domach skazani na społeczny ostracyzm. Albo już zdążyli wyprowadzić się do Grecji.

Kryzys

Jednak to właśnie to celebrowanie życia wpędziło Greków w kryzys. Kierując się w stronę centrum miasta zobaczymy już bezdomnych, którzy chcą wykorzystać wzruszenie turystów, wywołane widokiem Akropolu. Wzgórze naprawdę robi wrażenie. Od razu przypominamy sobie wszystkie lekcje historii, gdzie tematem była starożytna Grecja. To właśnie też w turystyce widzi się jeden ze sposobów na polepszenie sytuacji gospodarczej państwa. Niestety, cierpimy na tym my – turyści. Przykład? Jeszcze dwa lata bilet łączony do wejścia na Akropol oraz do innych atrakcji turystycznych kosztował 12 euro. Dzisiaj już 30 euro. No ale co – na Akropol nie wejdziesz? No właśnie. Zobaczyć to na żywo jest punktem obowiązkowym.

dav

Pozytywnie zaskoczyłem się formą ateńskiej komunikacji miejskiej. Metro z 3 liniami sprawiało, że można było dojechać do większości ciekawych miejsc. Udając się na plażę trzeba było jechać tramwajem jadącym wzdłuż wybrzeża, który też działał bardzo sprawnie. Należy pamiętać, że w związku z dużym zatłoczeniem w środkach transportu publicznego, trzeba szczególnie pilnować osobistych rzeczy. Poza tym jest tam bezpiecznie.

Bezpieczeństwo i Omonia

W ogóle w Atenach czułem się bardzo bezpiecznie. Czy to na plaży, czy też w nocy, gdy piliśmy wino na ławce w bocznej uliczce. Jedynym wyjątkiem była wizyta w okolicy placu Omonia.

Ludzie mówią, że plac Omonia zmienił się bardzo na lepsze w ostatnich latach, że jest już tam bezpiecznie. Cóż… nie do końca się zgadzam. Co prawda, nic złego mnie tam nie spotkało. Czułem jednak na sobie wzrok imigrantów, widziałem nagrzanych typów. Było tam zupełnie inaczej niż w innych częściach Aten. Pobliska dzielnica Exarchia jest swojego rodzaju ewenementem. Uważana jest za siedzibę anarchistów. Łatwo można tam kupić towar z przemytu – ludzie handlują na ulicy papierosami, które przewożą w wózku z marketu. Mnóstwo też tam imigrantów. Dodajmy do tego, że w pobliżu znajdują się kampusy uczelni wyższych, czyli do Exarchii przychodzi pełno studentów. Takie połączenie wydaje się wybuchowe. I tak też jest. Wszystkie demonstracje, jakie są w Atenach, rozpoczynają się właśnie w tej dzielni. Akurat udało mi się i trafiłem na jedną.

Tam też znajdziemy największe perełki sztuki ulicznej. Aczkolwiek trzeba wziąć pod uwagę, że każdy kawałek muru na wysokości parteru jest wymalowanymi tagami lub graffiti i tylko z 1% jego powierzchni stanowi coś dobrego.

dav

dav

Podmiejskie plaże

Gdy już chcemy odpocząć od zatłoczonego, dusznego śródmieścia, można udać się na podmiejskie plaże. Najlepiej dojechać tam tramwajem jadącym wzdłuż wybrzeża. Warto nawet dla samych widoków. Fajne jest to wybrzeże. Serio. Plaże są przyjemne. Może nie najlepsze na jakich byłem w swoim życiu, ale jednak. Co najważniejsze, nie są zatłoczone. Wiadomo, turyści, jak już chcą smażyć tyłki w Grecji, wybiorą wyspy. Polecam plażę w Glyfadzie, w której można też znaleźć przepyszne, duże souvlaki, które kosztują mniej niż 3 euro, a mogą nawet robić za obiad (lokal o nazwie Laos kai Kalamaki). A, no i Greczynki są nawet ładne, więc na plaży jest na co popatrzyć.

Perełką Aten jest też pewne jezioro, znacznie oddalone od centrum. Jednak jego ogromnym minusem jest opłata za wstęp, która wynosi aż 15 euro. Ja sobie odpuściłem i tylko porobiłem zdjęcia z daleka.

Opcjonalnie można jeszcze wybrać się do Pireusu, zwłaszcza że metrem jedzie się tam bardzo szybko. Pireus jest jednym z największych portów na Morzu Śródziemnym. Samo miasto mi się nie spodobało, było strasznie zatłoczone. Moim zdaniem o wiele bardziej niż centrum Aten. Dlatego można odwiedzić, ale cudów się nie spodziewajcie.

Nie widziałem jak ktoś daje sobie w żyłę. Miejski syf nie był też jakiś ogromny. Jeśli tak wygląda Bliski Wschód, to chyba muszę się tam wybrać. No dobra, są bezdomni. Są imigranci. Czy czułem się bezpiecznie? Niemal zawsze tak. Nic nieprzyjemnego mnie nie spotkało. Widziałem sporo ciekawej sztuki ulicznej. Akropol – wiadomo, najwyższa klasa. Do tego przyjemne, niezatłoczone plaże. Oczywiście polecam. Ateny to bardzo fajne, różnorodne miasto.

sdr

dav

dav

dav

dav

sdr

dav

dig

dav