antologia2

W końcu coś porządnego czy nadal wciskają kit o polskim rapie? Antologia polskiego rapu.

Od „Antologii polskiego rapu” oczekiwałem sporo. Wśród autorów tej książki znaleźli się bowiem cenieni przeze mnie dziennikarze muzyczni, czyli Marcin Flint oraz Andrzej Cała. Ten drugi ma już na swoim koncie szanowaną pozycję dotyczącą hip-hopu. Z tym że „Beaty, rymy, życie” tylko powierzchownie dotyczyło polskiego rapu, preferując zagraniczny, przede wszystkim z USA. Poza tym ten leksykon ukazał się w 2005 roku, kiedy to polski rap był jeszcze na średniozaawansowanym etapie, mimo zaliczenia już dużych porażek. Dzisiaj, kiedy spokojnie możemy powiedzieć, że mamy to czynienia z prężnie prosperującą kulturą, naprawdę jest o czym pisać. Jednak oczekiwania czytelników również są wysokie. Czy udało im się sprostać?

Co na plus?

Jedno o „Antologii…” powiedzieć można – czyta się ją wyjątkowo dobrze. Ciekawy styl, niekiedy wplatane w biogramy anegdoty i tego typu smaczki bardzo plusują. Imponuje wiedza, jaką dysponują autorzy. W końcu nie są to osoby z pierwszej łapanki. Mimo, że nie każdy na co dzień zgadza się z ich opiniami, to jednak pojęcia o rapie nie można im odmówić.

W książce znajdziemy minifelietony dotyczące poszczególnych utworów, których uzbierało się w sumie 200. O wielu z nich nigdy nie słyszałem, to tylko pokazuje jak wielką wiedzę mają autorzy o opisywanym temacie. W przypadku pozostałych kawałków czuje się wielki sentyment, zarazem dumę że polski rap ma silne korzenie i horyzonty na przyszłość. Dla czytelnika, który słucha rapu od wielu lat jest to prawdziwa sentymentalna podróż w przeszłość. Podobnie dzieje się z biogramami 50 raperów. Jednak w tym przypadku nie znać któregokolwiek z opisywanych to już raczej wstyd.

Cieszy również obiektywizm. Jeśli ktoś ma świadomość tego, jak wyglądają kontakty Marcina Flinta i Piha, ten powinien tym bardziej docenić profesjonalizm pierwszego z wymienionych. Bardzo dobrze zostały przeprowadzone wszystkie wywiady. Z każdego można dowiedzieć się naprawdę sporo o początkach polskiego rapu czy o freestyle’u.

Dużą wartością dodaną jest szersze podejście do tematu. „Antologia…” gdzieś w tle pokazuje jak wyglądały realia socjoekonomiczne w latach 90. XX wieku. Wiele dowiadujemy się również o życiu raperów, kiedy dopiero zaczynali swoją przygodę z hip-hopem. Dobrze wiedzieć jak zaczynały się znajomości ekip, które zmieniały oblicze polskiej sceny, nawet nie tylko hiphopowej, ale także muzyki rozrywkowej w ogóle.

Zdejmijmy jednak lukier…

Są jednak rzeczy, które mogą zirytować. Częste porównania rapu do poezji nie są na odpowiednim miejscu. Nie wiem, czy to ma na celu zachęcić elitę artystyczną do zapoznania się z kulturą hiphopową. Pojęcie „poezja” wcale nie oznacza przecież czegoś niezwykłego. Podobnie jest ze „sztuką”. Rap a poezja to dwie różne rzeczy. Brakuje mi z pewnością głębszej analizy słowotwórstwa, które w rapie jest silnie zakorzenione. Zamiast tego porównywanie do poezji? Rzygam już wyrażeniem „tekstami ocierającymi się o poezję”.

Nie bardzo rozumiem po co częstokroć informować czytelnika, ile wyświetleń na Youtube miał dany utwór w danym momencie. Po co to komu? To ma być jakaś informacja historyczna dla przyszłych pokoleń? Innego celu nie widzę. Bo liczba odtworzeń świadczy jedynie o popularności, nie pokazuje niczego więcej i nie jest żadną formą nobilitacji.

Szkoda że nie pokuszono się również o biogramy producentów muzycznych i o zagłębienie się w tematy ściśle związane z produkcją. Ale powiedzmy sobie szczerze – nie wiem który dziennikarz podołałby takiej tematyce. Nie od dziś wiadomo, że recenzje płyt skupiają się na osobie rapera i jego kondycji. Producenci są pomijani.

Potencjał na przyszłość

Mimo tych wad, zdarzających się błędów (na szczęście bardzo nielicznych) merytorycznych oraz literówek (tych już całkiem sporo), „Antologia polskiego rapu” to książka warta uwagi. Porządne podejście do tematu, profesjonalizm autorów sprawiły, że otrzymaliśmy coś porządnego do czytania. Cieszyłbym się, gdyby stworzono za jakiś czas kolejne wydanie, bardziej zagłębiające się w słowotwórstwo oraz w produkcję muzyczną. Kiedyś w internecie pojawił się referat dotyczący rodzajów rymu w twórczości zespołu Dinal. Również takie coś powinno mieć miejsce na tej książce. Dla uzupełnienia wiedzy warto skorzystać z pomocy kogoś z zewnątrz kultury, kto mógłby chłodnym, naukowym okiem spojrzeć na rap. Może za jakiś czas tego się doczekamy?