Źródło: poetsandquants.com

Źródło: poetsandquants.com

Piwo to dla mnie synonim relaksu, czasem rozleniwienia, zawsze spędzania dobrego czasu. Dlatego bezpośrednio po wypiciu piwa mogę trwonić czas tylko na przyjemności.

Od zawsze miałem tak, że po spożyciu piwa musiałem mieć czas na relaks. Nie na pracę, ale na relaks. Dla mnie dziwną rzeczą jest wykonywanie jakichś obowiązków przy piwie, czy w ogóle przy alkoholu. Niemal zawsze piję swój ulubiony napój wieczorami,  kiedy to odpoczywam po kolejnym ciężkim dniu, będąc już przygotowany na następny. Wyjątkiem są weekendy, wyjazdy, no ale to jest właśnie to o czym piszę – piwo ma u mnie rację bytu w momencie, kiedy wszystkie bieżące sprawy mam pozałatwiane.

Będąc jeszcze w liceum, pewnego dnia rozwiązywałem zadania z matematyki, które były pracą domową na następny dzień. Wówczas zadzwonił do mnie kumpel, żebym wyszedł na piwo. Powiedziałem, że nie, że obowiązki itd.. W końcu jednak dałem się namówić. Po powrocie do domu otworzyłem zeszyt, tylko po to, aby po minucie go zamknąć. Kompletnie nie miałem nastroju i ochoty na spędzenie reszty wieczoru ucząc się.

W dodatku to wydarzenie miało miejsce, kiedy nie interesowałem się piwem na poważnie. Traktowałem je jako umilacz czasu, taką funkcję spełnia ono zresztą do dzisiaj. Doszło jednak wiele nowych rzeczy związanych z piwem, na które zwracam dużą uwagę. Jakoś nie wyobrażam sobie, żebym mógł wrócić do jakiegoś monotonnego zajęcia po wypiciu czegoś znakomitego, czegoś co niebagatelnie podniosło poziom endorfin w moim organizmie. No nie wyobrażam sobie.

Jeśli mam ochotę na piwo, najpierw załatwiam wszystkie inne sprawy. Powiedzenie „najpierw obowiązki, później przyjemności” akurat w tej kwestii sprawdza się w moim przypadku. Nie chodzi tu o zawalenie swoich postanowień, ale o czystą, egoistyczną przyjemność. Po prostu dla mnie osobiście jest tak lepiej.

Z tym też powiązana jest jeszcze inna rzecz. Przyjemność związana z piwem zaczyna się już w momencie zakupu. Oczywiście kupuję też piwo z myślą o znacznie późniejszej konsumpcji. Jednak w przypadku wizyty w pubie ma to duże znaczenie. Nie lubię lokali, gdzie płaci się dopiero przy wyjściu. Nie lubię. Mimo, że piję piwo – często świetne – cały czas mam świadomość, że przede mną jest zapłata za nie. W chwili gdy ureguluję rachunek już trunku nie będzie. Preferuję płatność od razu przy dostaniu wypełnionej szklanki. Potem mogę już tylko odpłynąć w swoją prywatną krainę rozkoszy. Chyba że piwo jest okropne, ale to już inny temat…

Poza tym, lubię nagradzać siebie dobrym piwem. Jeśli dałem z siebie wszystko, wykonałem dzienny plan w 100%, kupuję coś co pozwoli mi uświęcić moje sukcesy. Zarówno te duże, jak i te małe. Oczywiście dopiero po wykonaniu wszystkiego, spożywam nabyty trunek. Po tym pozostaje już tylko błogi relaks.