Źródło: Browar Cieszyn

Źródło: Browar Cieszyn

Brak magii towarzyszącej premierze Grand Championa można było odczuć już rok temu. Jednak to dopiero teraz można w pełni powiedzieć, że coś jest nie tak.

Grand Champion 2016 jest czwartym Grand Championem od kiedy interesuję się piwem. Pierwszym było Imperial IPA Czesława Dziełaka, kolejnym jego Dubbel, następnie mieliśmy do czynienia z Flanders Red Ale Piotra Terki i Piotra Marczyka. Zawsze wyczekiwałem tego momentu i tak samo sytuacja wyglądała pewnie u tysięcy innych osób w naszym kraju. Tymczasem Grand Champion 2016 mnie zaskoczył. Nie samo piwo, ale… jego premiera. Przypomniałem sobie o niej w jej dzień, czyli 6 grudnia 2016. Czemu do tego doszło?

  1. Rozwój sceny piwnej

Nasza scena piwowarska rozwija się bardzo intensywnie. Jeszcze niedawno ludzie zabijali się o RIS-y, a i wszyscy pamiętamy czasy, kiedy cokolwiek z amerykańskim chmielem było bardzo pożądane. Dziś większość stylów piwnych mamy na wyciągnięcie ręki. Browarów na polskim rynku jest mnóstwo, wybór również nie najgorszy. Dlatego premiera Grand Championa dziś to nie jest wprowadzenie innowacyjnego gatunku piwa na rodzimy rynek.

  1. Niezbyt „beergeekowy” styl

Grand Champion 2016 to nic innego jak piwo pszeniczne z dodatkiem owoców. Czy coś takiego jest w stanie trafić do serc prawdziwych miłośników piwa? No niestety – nie ma takiej opcji. Wiąże się to też z poprzednim punktem. Polski beer geek chce wyrazistych piw, jeśli chodzi o takie (kiedyś) ważne wydarzenia jak premiera Grand Championa.

  1. Wysoka cena

Ten powód to tak naprawdę nic w porównaniu do dwóch poprzednich. Chodzi o to, że Fruit Wheat mogłoby być dobrym piwem dla osób dopiero zaczynających przygodę z craftem. Ale za cenę ponad 10 zł?! Czy ktoś kto przez lata pił koncerniaki, których czteropak można nabyć nawet za kilka złotych, nagle kupi jedno piwo rzemieślnicze za wyższą cenę? Przepraszam, ale czarno to widzę. Cena kilkunastu złotych bywa zaporowa nawet dla zagorzałych miłośników dobrego piwa.

  1. Marketingowa porażka

Jeszcze kiedy Grupa Żywiec bezpośrednio odpowiadała za promocję Grand Championa w tej kwestii większość rzeczy była realizowana w odpowiedni sposób. Oczywiście można było się sprzeczać, że gdy głównym kanałem dystrybucyjnym Grand Championa stały się sklepy Tesco, co rusz można było natrafić na pewne niedopatrzenia. Pisałem o tym w jednym z artykułów. Jednak konsument obeznany z tematyką piwa nie mógł nie natrafić na informację o premierze piwa. W tym roku ciężko było cokolwiek znaleźć, o czym przekonał się niżej podpisany.

  1. Niesmak związany z Porterem Jubileszowym

Wszyscy pamiętamy aferę, kiedy to Browar Cieszyn opchnął sieci Tesco dużą ilość Porteru Jubileuszowego po śmiesznie niskiej cenie w porównaniu do cen ustalonych dla sklepów specjalistycznych. Trzeba pamiętać, że to piwo było pozycjonowane jako produkt ekskluzywny, dostępny dla elity. Aż tu nagle… każdy mógł kupić Porter Jubileuszowy w sieci hipermarketów za cenę niższą o jakieś 20 zł niż ta, którą obowiązuje w małych sklepach z piwem. Takich rzeczy się nie zapomina.

Mimo tych ogromnych minusów trzeba uczciwie przyznać, że sama idea Grand Championa została zachowana. Wybrano najlepsze piwo, nie najbardziej pożądany styl. Również proces produkcyjny odtworzono w najlepszy możliwy sposób. Nie skorzystano z jakiegoś zagęszczonego soku truskawkowego, tylko użyto owoców. Jednak co z tego, skoro w każdym innym aspekcie jest gorzej niż w latach poprzednich?