IMG_20171118_180505

Po raz kolejny pojawiłem się na Poznańskich Targach Piwnych, a moja obecność w stolicy Wielkopolski w listopadzie powoli staje się już tradycją. Tegoroczna edycja przyniosła wiele zmian, zarówno na lepsze, jak i na gorsze. Niektórzy blogerzy piwni byli dość krytyczni w ocenie targów. Czy rzeczywiście było źle z mojego punktu widzenia?

Będąc zwykłym uczestnikiem imprezy, niezwiązanym w sposób bezpośredni z branżą (przynajmniej na tę chwilę), mogę powiedzieć, że znaczącym minusem była opłata za wejście na targi. 20 zł to naprawdę sporo, szczególnie gdy dodamy, że w cenę biletu nie było wliczone żadne szkło ani piwo festiwalowe, jak to miało miejsce rok temu. Dodajmy też, że pomimo gratisów wówczas sam koszt wejściówki był niższy.

Także koszt biletu na pewno był za wysoki, żeby przyciągnąć zwykłych śmiertelników, niekoniecznie kumających o co właściwie w tym krafcie chodzi. Z punktu widzenia promocji dobrego piwa jest to duży minus. Natomiast z mojej perspektywy dzięki temu nie było ogromnych tłumów, co wiązałoby się z dużymi kolejkami po piwo, ciągłym przeciskaniem się między ludźmi i nieustannym mówieniem „przepraszam”, które w przeszłości nie zawsze działało.

IMG_20171118_152304_BURST001_COVER

Brakowało mi z kolei kilku browarów, czołowych browarów. W internecie pojawiły się opinie, że powodem absencji potencjalnych wystawców są zbyt wysokie ceny (znów hajs…) za stoisko. Doskonale to rozumiem. Nie wiem jak bardzo te opłaty się zwiększyły w porównaniu do zeszłorocznych targów, ale jestem w stanie pojąć, że dla niektórych browarów udział byłby nieopłacalny.

Dobrą koncepcją było wydzielenie specjalnego miejsca na hali dla gastronomii. Niestety z wykonaniem nie było już tak dobrze. Wyboru przesadnie dużego nie było – burgery, zapiekanki. No ok, duże pierogi i grillowane sery były w porządku. Jednak tak naprawdę bardziej przypominało mi to festyn tanich (jakościowo i wielkościowo) fast foodów. Moim zdaniem – jeśli organizator targów chce iść w tę stronę – to się powinno poprawić. Za to na plus było zadbanie o strefę aktywnej rozrywki – pojawiły się piłkarzyki i inne podobne rzeczy, które akurat do picia piwa pasują jak ulał. Dobrą „zabawą” podobnie jak w poprzednim roku było darmowe sprawdzenie poziomu alkoholu w wydychanym powietrzu 😉

IMG_20171118_195200_BURST001_COVER

Dodam również, że minusem jest chociażby to, że w tym roku nie pojawiła się lista oferowanych piw na stronie internetowej Poznańskich Targów Piwnych. Oczywiście organizator nie odpowiada za to w 100%, bo to wystawcy podają takie informacje. Na ale skoro udało się rok temu, czemu teraz się nie powiodło? Może niech to da do myślenia. Na tej stronie wciąż pokazane są piwa z PTP 2016.

Warto również wspomnieć co nieco o samych piwach na festiwalu. A właściwie o podejściu do nich. Nie było zalewających nas informacji o premierach, nie było żadnego szału, że coś nowego wychodzi. To też pokazuje, że rynek piwa rzemieślniczego zaczyna się zmieniać i coraz trudniej zrobić wielki szał czymś nowym. RIS o ekstrakcie początkowym 34% nie robi wrażenia jak kiedyś, ot po prostu jest.

IMG_20171118_190835

Podsumowując, Poznańskie Targi Piwne 2017 były wydarzeniem, które budzi we mnie ambiwalentne uczucia, jednak tylko gdy porównujemy je do poprzednich edycji. Ogółem to naprawdę dobra impreza piwna, aczkolwiek do wielu rzeczy można by było podejść inaczej.

IMG_20171118_190917_BURST001_COVER